5 kwi 2015

Rozdział III

Następny za około tydzień!


~*~

    Kathleen wróciła do domu bardzo z siebie dumna. Była bardzo zadowolona, że znowu mogła pomóc Zaynowi i trochę z nim porozmawiać. Kiedy go dotykała i widziała, to czuła, że się rumieni. Jako jedyny nie patrzył na nią z góry, nie śmiał się z niej. Sam był szkolną ofiarą, ale nie zawsze tak było. Kathleen znała Zayna wcześniej. Przez kilka miesięcy był bliskim przyjacielem Harry'ego. Wszędzie razem chodzili. Kathleen nigdy nie zwracała uwagi na Zayna, w końcu wtedy uważała, że jest taki sam jak jego brązowowłosy przyjaciel. Teraz czuła się głupio, że tak bardzo się pomyliła. Kiedy Styles ją szykanował, to nigdy nie było w pobliżu Malika. Nauczyciele nigdy nie reagowali, jej ojciec był dyrektorem szkoły. Państwo Needle byli bliskimi przyjaciółmi państwa Styles. Niejednokrotnie byli świadkami nieodpowiedniego zachowania ze strony chłopaka, ale nie reagowali. Nauczyciele znali swojego pracodawcę, który uważał Harry'ego za wspaniałego chłopaka i wzór. Dlatego nie odzywali się, próbowali odwracać wzrok od krzywdy tej dziewczyny. Kathleen nie miała im tego za złe, w końcu znała ojca. Był apodyktyczny i nigdy nie liczył się ze zdaniem innych. Zdziwiła się kiedy wróciła do domu. Oprócz Manfreda i Stelli nie było tam nikogo, nie było jej matki, która zazwyczaj siedziała przy stole w jadalni i przeglądała coś w internecie. Dziewczyna rzadko zostawała sama z pracownikami w jej domu, ale cieszyła się z tego. Nie musiała wysłuchiwać tych wszystkich żali i pretensji. Kiedy nalewała do szklanki soku pomarańczowego, to za swoimi plecami usłyszała chrząknięcie. Manfred, który w ich domu zajmował się podwórkiem był mężczyzną około pięćdziesiątki. Nigdy nie był zbyt rozmowy, tak było i tym razem. Kiedy blondynka się odwróciła, mężczyzna z kamiennym wyrazem twarzy, po prostu podał jej mały bukiecik beżowych róż. Identyczny jak poprzedni, na twarzy Kathleen pojawił się szeroki uśmiech. Odebrała od łysego mężczyzny kwiaty i cicho podziękowała. Z kwiatami w ręku udała się do swojego pokoju. Usiadła przy biurku, poprzedni bukiet nadal tam stał w pięknym wazonie. Dziewczyna czuła ogromne szczęście. Zaczęła przeszukiwać kwiaty w poszukiwaniu upragnionego liściku, który odnalazła. Jej twarz rozświetlił jeszcze szerszy uśmiech, była bardzo podekscytowana.


"Dziękuję za kolejny ratunek, bohaterko! Mam nadzieję, że nie będę już potrzebował abyś mnie zbierała z podłogi. Wolę żebyśmy porozmawiali nie tylko w drodze do pielęgniarki.
Zayn xxx."


Kathleen czuła się najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. Może dla kogoś innego były to po prostu "głupie kwiaty i głupi liścik" ale nie dla niej. Ona czuła się niezwykle podekscytowana. Cieszyła się, że Zayn chce z nią porozmawiać. Nieznane jej dotąd ciepło pojawiło się w sercu. Kiedy patrzyła na małą kartkę papieru, to nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu. Nigdy by nie pomyślała, że taka mała rzecz, taka mała kartka może ją tak bardzo uszczęśliwić. Jednak to, co czuła nie trwało długo. Na schodach usłyszała kroki i to kroki swojej matki. Skąd to wiedziała? Tylko ona chodziła po domu w butach na wysokim obcasie. Kathleen nie myśląc rzuciła kwiaty na biurko, a karteczkę schowała do szuflady i czym prędzej wyszła ze swojego pokoju. Nie chciała żeby jej matka zobaczyła te piękne, skromne bukiety. Kobieta właśnie weszła na piętro kiedy jej córka wyszła z pokoju z podejrzanym uśmiechem na twarzy. Kath uśmiechnęła się do matki blado, zastanawiała się dlaczego tej nie było w domu kiedy przyszła ze szkoły. Charlotte ze swoją poważną miną zlustrowała córkę. Stwierdziła, że wyglądała inaczej, cała promieniała. Obiecała sobie, że porozmawia o tym z mężem. Nie chciała dopuścić, aby mieli powtórkę z rozrywki. W końcu Daisy też taka była kiedy poznała tego bandytę.
    — Rosalie, pośpiesz się. Za piętnaście minut wyjeżdżamy na mszę. Ubierz się odpowiednio - powiedziała i odeszła. Kathleen naprawdę nienawidziła swojego drugiego imienia, ale jej matka lubiła go używać. Nastolatka wcale nie chciała jechać do kościoła, ale myśl, że mogła ubrać trochę lepsze ciuchy napełniła ją optymizmem. Ubierała wtedy eleganckie, ciemnoniebieskie spodnie, białą koszulę i szarą marynarkę. Wolała dużo bardziej te sztywne ciuchy, a niżeli te okropne spódnice. Była połowa października, więc dziewczyna założyła swoją ciepłą kurtkę i botki. Wraz z całą rodziną udali się do pobliskiego kościoła. Ich dom znajdował się niedaleko centrum, więc nie musieli długo jechać. Kiedy przejeżdżali obok jakiegoś sklepu z ubraniami, to Kathleen oczy zaczęły się świecić. Widziała takie piękne, normalne rzeczy, które ubierają dziewczyny w jej wieku.
    — Mamo, zobacz jakie w tym sklepie są piękne ubrania. Kupiłabyś mi coś takiego? - ich samochód stał właśnie na światłach, dlatego Kath mogła się dobrze przyjrzeć wystawom sklepowym. Charlotte spojrzała w tym samym kierunku co jej córka. Prychnęła pod nosem i szybko odwróciła głowę.
    — No chyba sobie żartujesz. Zaczniesz się ubierać jak dziwka, i co? Skończysz jak swoja siostra? - blondynka poczuła ukłucie w sercu, przecież ona nie była jak jej siostra. Była zupełnie inna, dlaczego jej rodzice tego nie rozumieli?
    — Mamo! Ale nie muszę się ubierać jak dziwka, żeby wyglądać normalnie. W szkole cały czas się ze mnie śmieją! - krzyczała zdenerwowana Kathleen. Jej ojciec siedział niewzruszony za kierownicą i kierował. Nie ruszało go żadne słowo, był obojętny, bo wiedział, że jego żona dobrze sobie poradzi z humorkami Kathleen.
    — Bez dyskusji, Rosalie. Z twoją siostrą było podobnie i co? Co się stało? Nie możesz tak skończyć. Masz się uczyć i tylko uczyć. Widać, że ten chłopak już namieszał ci w głowie. Nie możesz się z nim spotykać, do cholery! - Kathleen czuła jak łzy spływają jej po policzkach. Prawie zawsze ich rozmowy kończyły się płaczem. Jej matka domyśliła się, że chodzi o Zayna. A przecież on nie był złym człowiekiem, był dobry, dobry dla Kathleen. Blondynka przez resztę drogi nic nie mówiła. Wiedziała, że to nie ma sensu. Z jej matką nie dało się porozmawiać.

***

    Kathleen postanowiła, że nie odpuści. Chciała coś osiągnąć. Chciała wyglądać normalnie. Chciała móc spotykać się z Zaynem. Chciała mu się spodobać, tak jak on podobał się jej. Wiedziała, że to może być niemożliwe, ale za wszelką cenę chciała to osiągnąć. Kiedy wrócili do domu blondynka znowu rozpoczęła temat.

    — Posłuchajcie mnie. Chcę móc ubierać się jak chcę, przecież nie jestem małą dziewczyną. Praktycznie od początku pobytu w tej szkole jestem ciągle wyśmiewana. A nikt z tym nic nie robi. Pomimo, że jesteś dyrektorem, to każdy ma mnie gdzieś. Chcę wyglądać jak normalne dziewczyny w moim wieku i wy nie możecie mi tego zabronić - powiedziała z szybko bijącym sercem. Widziała niezadowolenie na twarzach rodziców, ale miała to gdzieś, chciała coś tym osiągnąć.
    — Nie ma tematu. Dopóki tu mieszkasz i się uczysz będziesz robić dokładnie co ci każemy. Może kiedy pójdziesz na studia, to może wtedy pozwolimy ci się spotykać z chłopakami. Oczywiście z tymi, których wybierzemy. Nie możemy dopuścić by to był jakiś chłopak ze slamsów albo co gorsza przestępca. Jesteś naszą córką i mamy prawo do tego wszystkiego. Nie chcę już więcej o tym słyszeć. Rozumiesz? - każde kolejne słowo bolało Kathleen bardziej. Chciała się przeciwstawić rodzicom, ale wiedziała, że po tym co się stało z Daisy, to nie było możliwe. Byli zbyt zaślepieni.
    — Jest coś co powinieneś wiedzieć Gregory - powiedziała zdenerwowana Charlotte i spojrzała na córkę karcąco. - Jakiś Zayn wysłał jej wczoraj jakąś tanią, śmieszną wiązankę kwiatów. Wyglądały jak z najtańszej kwiaciarni w mieście. Czyż to nie śmieszne? - zaśmiała się szydząc. - Rosalie wspominała, że chodzi do twojej szkoły. Znasz tego chłopaka? - zwróciła się do męża. Pan Needle ponuro się zaśmiał.
    — Och, Zayn Malik jak mniemam. Jeden z naszych stypendystów, świetny uczeń z wyglądem bandziora. Przyjaźnił się ostatnio ze Stylesem. Myślałem, ze będziesz miała lepszy gusty Kathleen. Jego rodzina jest biedna i mieszka w tej ponurej części Londynu. To nie jest chłopak dla ciebie. Tak jak mówiłem. Może za dwa lata kogoś ci znajdziemy. Studenta lub mężczyznę z dobrą pracą i perspektywą na przyszłość. Ale na pewno nie będzie to Malik - jego głos był taki rozbawiony, a nastolatkę ściskało serce. Zayn był świetnym uczniem, więc dlaczego ojciec go nie tolerował. Bo był biedny? Kathleen znienawidziła to stwierdzenie, szczerze je znienawidziła.


***
    Następnego dnia Londyn spowijały burzowe chmury. Od samego rana padało i grzmiało. Kathleen nienawidziła deszczu. Może właśnie dlatego od zawsze marzyła o mieszkaniu w Kalifornii? Sama nie wiedziała. Od rana była bardzo przygnębiona, jej rozmowa z rodzicami nic nie dała, a tylko pogorszyła wszystko. Tego dnia było zimno, więc Kath założyła szerokie spodnie i gruby sweter. Były to i tak najładniejsze rzeczy, które mogła założyć. Dziewczyna westchnęła ciężko, od jakiegoś czasu nie dziwiła się swojej siostrze, że tak postąpiła. Z jej rodzicami można było zwariować.
    Zaraz po przekroczeniu progu szkoły czuła na sobie wzrok wszystkich. Niektórzy nie krępowali się nawet i głośno się śmiali wytykając ją palcami. Starała się iść dumnie, nie patrząc na boki, tylko prosto przed siebie. Nie wiedziała, że za moment zobaczy coś, co ją załamie. Kiedy dotarła do swojej szafki, to poczuła jak łzy spływają jej po policzkach. Rozejrzała się po korytarzu. To było wszędzie. Na każdej szafce, na każdej tablicy ogłoszeń, na każdej szybkie, na każdej pieprzonej ścianie. Ta przeróbka, to coś okropnego. Świnia z twarzą Zayna oraz kobieta z twarzą Kathleen. Zdjęcie przedstawiało niedwuznaczną sytuację. Kath nigdy nie doznała tak wielkiego okrucieństwa. Szybko zerwała obrazek ze swojej szafki, rzuciła nim o ziemię i przygniotła butem. Była strasznie rozżalona i upokorzona. W koło słyszała szyderczy śmiech wszystkich uczniów. Znowu została wyśmiana, obrażona i upokorzona. Coraz większa nienawiść gromadziła się w jej sercu, Kathleen nie chciała jej odczuwać, ale to było niemożliwe. Nigdy ie otrzymała od tych ludzi choć krzty ciepła i tolerancji. Od kiedy przekroczyła próg tej to zawsze tak było. Ale nigdy w tym stopniu. Mogła winić Zayna za swoje cierpienie, ale nie uważała tak. Zayn był kimś kto w jakimś stopniu podzielał jej ból. Był tak samo traktowany jak ona. Czuła z nim pewną więź. Więź ofiary z ofiarą? Tego sama nie wiedziała. Kathleen nie mogła dłużej wytrzymać tego śmiechu, tych szyderstw. Pobiegła prosto do damskiej toalety, biegła w akompaniamencie śmiechu i rozmów na jej temat. Biegła płacząc. Nawet nie wiedziała kiedy, ale coraz więcej łez spływało po jej policzkach kiedy w końcu dotarła do łazienki. I zza drzwi słyszała to wszystko. Nie wiedziała tylko co ona zrobiła tym ludziom. Nie wyglądała normalnie, ale nie była to jej wina. Dlaczego każdy śmiał się z tego na co ona nie miała wpływu? Ludzie to okropne stworzenia, które uwielbiają śmiać się z ludzkiej krzywdy. Ta szkoła nie była wyjątkiem. Nie tylko Kathleen była tu ofiarą. Ona, Zayn i kilkoro młodszych kujonów. I dlaczego? Ona - źle wyglądała. Zayn - był biedny. "Kujony" - bo dobrze się uczyli. To było chory. Kathleen uważała, że świat jest chory, bez uczuć. Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy ile tam przesiedziała, nie zdawała sobie sprawy, że już rozpoczęły się zajęcia. Po prostu płakała, płakała za to w jakiej sytuacji się znalazła. Nierozumiana i szykanowana. Nie wiedziała, ale od kilkunastu minut szukał jej Zayn. Chłopak nie chciał oglądać tych okropnych zdjęć, ale chciał znaleźć dziewczynę. Wiedział, że to musiało ją zranić. A skoro obydwoje w tym siedzieli to powinni się wspierać. Z resztą Zayn nigdy nie był taki jak inni. Dopiero pod koniec pierwszej lekcji usłyszał z damskiej toalety czyjś szloch. Zawahał się przez chwilę, ale po chwili wszedł. Miał rację, na podłodze siedziała Kathleen. W swoich szerokich spodniach i dużym, brązowym swetrze. Jej włosy były bardzo rozczochrane, a oczy miała podpuchnięte. Nawet nie zauważyła, że ktoś wszedł. Mało ją obchodziło coś prócz własnego losu. No może los Zayna. Chłopak zbliżył się do niej i przykucnął obok roztrzęsionej dziewczyny. Coraz częściej myślał o niej jako o dziewczynie z "pięknym wnętrzem". Kathleen podniosła na niego swoje zapłakane oczy. Na jego widok jeszcze bardziej zapłakała. Zauważyła też na ramieniu podarty plecak chłopaka. Poczuła się jeszcze gorzej. Spojrzała prosto w oczy Zayna, w których widoczne było współczucie i ból. Chłopak przysiadł w końcu obok niej i delikatnie przytulił. Kathleen była bardzo zaskoczona tym ruchem. Spięła się, ponieważ nigdy nie utrzymywała TAKICH kontaktów z płcią przeciwną. Malik miał już przestać, bo czuł, że dziewczynie nie jest z tym najlepiej i tylko niepotrzebnie ją zestresował. Ale w ostatniej chwili Kathleen wtuliła się w niego. Położyła głowę na jego klatce piersiowej i płakała. Płakała w jego koszulkę, a on głaskał ja po włosach. Uczucie, które rodziło się między nimi było jeszcze niezauważalne. Kath nie znała tego, nie wiedziała co robić, ale cieszyła się, cholernie się cieszyła. Zayn jej pomógł, wsparł ją, okazał jej czułość. Dał jej to, czego potrzebowała i była mu za to bardzo wdzięczna. Ciepło rozlewało się w jej sercu, a ona już wiedziała.  
WIEDZIAŁA, ŻE MUSI POSTARAĆ SIĘ O WZGLĘDY ZAYNA MALIKA, TYLKO NIE MIAŁA POJĘCIA JAK TO ZROBIĆ.

~*~
Dziękuję za wszystkie komentarze. Zachęcam do dalszego komentowania! :)
+ Nie miałam czasu żeby sprawdzić.
 +
WESOŁYCH ŚWIĄT, KOCHANI :)

12 komentarzy:

  1. Nie mam słów ;-;
    Teraz to przesadzili ju ż... Jej ojciec też by zareagował a nie kurdy -,- Małpa jedna zakichana -,-
    Czyżby rodzice byli przewrażliwieni na punkcie córeczki gdyż druga zapewne albo uciekła albo nie żyje? Pff, rozumiem ich ale mogliby dać jej oddychaç a nie, rolniki z polski ,3, Grhf, nie lubie ich już.
    Pozdrawiam i wzajemnie ;)
    /Nikita

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest cudowne :3
    Strasznie mi się podoba :)
    Nie rozumiem rodziców Kath ,sa dziwni,przez ich zasady,Kathleen ma piekło w szkole (której dyrektorem jest jej tato,powinna czuć się dobrze)
    Zayn jest kochany,myśle ze tylko on może jej pomoc i ona tez powoli zaczęła w to wierzyć :)
    Życze weny i do następnego :** <3
    Kocham <3
    Mokrego Dyngusa xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny :)
    Współczuję Kath. Jej rodzice nie mają serca. Jak można z własnej córki uczynić jakiegoś odludka. Rozumiem to że chcą ją chronić ale bez przesady. Mam nadzieje za ona się zbuntuje i zacznie ubierać się jak chce.
    Zayn jest taki kochany :)
    Pozdrawiam i czekam na następny
    xxx

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny *o*
    Rodzice Kath są dziwni, oby ona się im postawiła i zaczęła ubierać normalnie ;3
    Proszę dodaj szybciej rozdział!!! np. Jak będzie 10 komentarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ci jej rodzice są jacyś chorzy psychicznie! Jak można tak traktować swoje dziecko? Zayn jest kochany, że próbuje ją pocieszyć. Wesołych świąt!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja na miejscu Kath powiedziałabym rodzicom że jak ona się kiedyś zabije to będzie ich wina tak jak było to z jej siostrą... Ale pewnie by ją wyśmiali :/ Oni nie widzą że sami ją "zabijają"... Ehh, dobrze pokazałaś jacy ludzie potrafią być. Rozdział świetny i nic więcej nie muszę mówić! Do następnego...

    OdpowiedzUsuń
  7. Twój blog został dodany do Katalogu Euforia :3
    Pozdrawiam, taasteful. ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam jest założycielką spisu opowiadań,czy pozwolisz abym to ja zamiast Klemensa oceniła tego bloga?

    Olivia Winslow

    OdpowiedzUsuń
  9. Oh, nie. Oh, nie. Więc tak wygląda zemsta Stylesa i jego przydupasa, zdaje się? To naprawdę było ostre. Przegięli. Doprawdy współczuję Kath, teraz już x6 albo x8. Jedynym pocieszeniem w tej całej przykrej sytuacji jest fakt, że Zayn staje się jej coraz bliższy. Podoba mi się podejście dziewczyny. To, że nie obwinia Malika za swój los, tylko widzi go jako kogoś z kim dzieli los ofiary.
    A to, że Malik jest biedny - to, że taki problem stanowi to dla ojca Kath, to cholernie przykre. Bo teraz jeżeli ona zacznie starać się o jego względy, to ojciec z matką i tak zawsze będą na nie. Przegrana sprawa :c Z kolei sprawa jej siostry to kolejna rzecz, która mocno zastanawia. Dziwne, że rodzice tak mówią o swojej córce. Czy ona została... tak jakby już usunięta z rodziny? To przez nią tak pilnują biednej Kath? Przykre, że to tak na nich wpłynęło. Chociaż nawet nie wiem jeszcze, co konkretnie tak wpłynęło :d
    Pozdrawiam!
    PS: mam nadzieję, że się nie gniewasz, że dodałam Twój blog do Polecanych? ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Urocze i żałosne po części...
    Ja na miejscu Kathleen zerwałabym te kartki i nie wyrzucała - pokazała ojcu. W końcu to był rzeczowy dowód na to, że ktoś obraża rodzinę dyrektora i to na większą skalę. Jeżeli nadal by na to pozwalał, to byłoby już chore i poszłabym w ślady Daisy.
    Ale patrząc na fakt, w jakiej rodzinie Kath jest wychowywana, patrząc na Jej zachowania, nieśmiałość, to nie dziwię Jej się, że jest tak, no cóż, żałośnie słaba i po prostu się popłakała. Ale pocieszanie przez Malika i ogólnie końcówka zrekompensowała wszystko, to była ta urocza część. W kolejnym rozdziale oczekuję zaskoczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nie lubię się rozpisywać więc napiszę świetny rozdział :-)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze! To bardzo motywuje i szczególnie kocham czytelników, którzy wyrażają swoja opinię na temat mojej pracy :)