26 kwi 2015

Rozdział V

Przepraszam za zwłokę, mam nadzieję, że wam się spodoba!   

Dla Marty S., której logikę uwielbiam i wiem, że mnie zabije za długie niedodawanie rozdziału ;x

~*~

    Kathleen obudziła się tego ranka z uśmiechem na twarzy. Była pełna pozytywnej energii, która wręcz ją rozpierała. Nowe ubrania spakowała starannie do plecaka, a te których szczerze nienawidziła, założyła na siebie. Kath nie była głupia i wiedziała, że gdyby pojawiła się w zupełnie nowych ubraniach na dole to wywołałaby awanturę. A póki co chciała tego uniknąć, chciała pokazać rodzicom, że może wyglądać normalnie, chciała pokazać, że ,,normalnie" nie oznacza ,,zdzirowato".
    Wyjątkowo wcześniej pojawiła się na śniadaniu przez co wszyscy skierowali na nią ciekawskie spojrzenia. Kathleen posłała im szybki uśmiech i usiadła przy stole. Stella zrobiła omlet z warzywami, który cała rodzina bardzo lubiła. Blondynka nie mogła powstrzymać uśmiechu i energii, która się w niej wzbierała. Wiedziała, że nadszedł cudowny dzień. Dzień przełomowy, który mógł zmienić wiele. I jak się z tym czuła? Zupełnie jakby wygrała w totka. Jej życie zawsze było skrupulatnie zaplanowane. Praktycznie każda minuta jej życia była przeznaczona na coś, czego życzyli sobie jej rodzice. Kurs języka francuskiego, hiszpańskiego, nauka gry na pianinie, gitarze. Kathleen nigdy nie mogła zdecydować co chce robić, a czego nie. Powoli przestała mieć marzenia, bo wiedziała, że i tak nigdy się nie spełnią. Nawet nie wiedziała kim chce zostać w przyszłości, nie planowała, nigdy. Nie ona, jej rodzice. To oni rządzili jej życiem, ale dzisiaj miało się coś zmienić.
    Po skończonym śniadaniu Kathleen poprosiła tatę, aby szybciej pojechali dzisiaj do szkoły. Mieszkali na przedmieściach w pięknym, nowoczesnym domu, więc musieli dość wcześniej wyjeżdżać, aby dojechać do centrum. Niby Kath miała prawo jazdy, ale nie jeździła zbyt często. Jej rodzice raczej jej na to nie pozwalali, a ona czuła się jak idiotka. Dniami i nocami kuła przepisy drogowe, aby tylko zdać, a nie mogła nawet korzystać z tego przywileju.
    Gregory Needle, który był mężczyzną średniej postury nie dopytywał i po jakimś czasie wjechał na szkolny parking. Nawet nie zdążył nic powiedzieć, a jego córka wyleciała z samochodu jak poparzona. Mężczyzna postanowił to zignorować, a w wolnej chwili spytać bibliotekarki czy Rosalie rzeczywiście się pojawiła w bibliotece.
    Kathleen zamiast do biblioteki skierowała się do damskiej toalety. O tej porze w szkole nie było zbyt wielu uczniów. W toalecie unosił się zapach środków czyszczących i kostek toaletowych. Dziewczyna weszła do jednej z kabin, a z plecaka wyciągnęła nowe ciuchy. Delikatnie wyprostowała dłonią lekko pogniecioną bluzkę. Szybko zsunęła z siebie szerokie spodnie, a na ich miejsce włożyła delikatnie opinające jeansy. Res powiedziała jej, aby założyła do tego beżowy sweterek, który sięgał jej za pośladki. W ten sposób nikt nie zarzuci jej, że zbytnio eksponuje tyłek. Kathleen dokładnie wypełniała rady poznanej dziewczyny. Ciepły, beżowy sweterek wyglądał na niej ślicznie, a ona nie mogła wyjść z zachwytu. Na stopy założyła tylko czarne trampki, a stare ubrania schowała do dużego plecaka. Wyszła z kabiny, aby móc przejrzeć się w lustrze. Zdębiała, nie mogła uwierzyć, że to naprawdę ona. W porównaniu z jej poprzednim strojem to wyglądała przepięknie. Skrzywiła się nieco na swoje dość kościste nogi, ale na razie postanowiła się tym nie przejmować. Z małej kieszonki plecaka wyjęła tusz do rzęs, który dość nieumiejętnie użyła. Jednak efekt był zadowalający. Potem posmarowała usta bezbarwnym balsamem do ust i była gotowa. Cieszyła się jak dziecko, że niedługo ludzie zobaczą jej przemianę.
   Wyjęła z kieszeni spodni swój telefon i sprawdziła godzinę. Jej lekcje miały się rozpocząć za jakieś dwadzieścia minut, więc stwierdziła, że już pora wyjść. Utwierdził ją w tym fakt, że słyszała coraz więcej śmiechów dochodzących z korytarza. Założyła plecak na plecy, odetchnęła głęboko i wyszła. Nikt nie zwrócił na nią większej uwagi, co było dla niej dość niebywałe. Zawsze była raczej w centrum zainteresowania, a teraz po prostu wmieszała się w tłum i bardzo jej to odpowiadało. Nie wyróżniała się i była z tego powodu bardzo szczęśliwa.
    Skierowała się w stronę swojej szafki, musiała zostawić w końcu gdzieś kurtkę i plecak. Kiedy zauważyła kto opierał się o jej szafkę, to o mało nie dostała palpitacji serca. Po ostatnim upokorzeniu porzuciła pomysły podrywu z internetu. Po prostu uśmiechnęła się szeroko i podeszła bliżej. Gdy stanęła na przeciw niego ten nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Zignorował ją i usilnie próbował wypatrzeć kogoś w tłumie uczniów. Zapewne mnie - przemknęło jej przez myśl.
    Zayn już od kilku minut opierał się o szafkę Kathleen. W nocy miał sporo czasu, aby przemyśleć parę spraw. Doszedł do wniosku, że chciał ją trochę bliżej poznać, więc dzisiejszego ranka czekał. Ale nie zjawiała się, po krótkiej chwili przed nim stanęła drobna blondynka. Zayn nawet nie zwrócił uwagi, ale dziewczyna dotknęła jego ramienia. Przez myśl mu przeszło, że znowu jakaś pusta lala chce się z nim umówić. Skierował zirytowane spojrzenie na jej twarz i znieruchomiał. Delikatnie uchylił usta w szoku. Nie spodziewał się tego, że Kathleen może wyglądać tak pięknie. Skromnie, ale naprawdę ślicznie. A przecież jej strój nie był jakiś wymyślny, był zwyczajny, ale to chyba ujęło go najbardziej. Jego twarz rozświetlił szeroki uśmiech. Chłopak zrobił krok w przód, a następnie pochylił się lekko, aby przytulić Kath.
    Dziewczyna czuła delikatnie mrowienie po tym jak Zayn ją przytulił. Błysk w jego oku sprawił, że prawie zemdlała z wrażenia. Wiedziała, że spodobała mu się jej przemiana, ona też się z niej cieszyła. Podczas krótkiej rozmowy chłopak złapał ją za rękę, a jej od razu zrobiło się ciepło. Posłała mu swój nieśmiały uśmiech, a chłopak odwzajemnił go. Schylił się tak, aby mógł wyszeptać jej coś do ucha.
    — Czy odmieniona, śliczna Kathleen da się zaprosić na herbatę? zapytał ciepłym głosem z brytyjskim akcentem. Blondynka myślała, że się przesłyszała, ale naprawdę Zayn ją gdzieś zaprosił. Uczucie szczęścia zapanowało jej ciałem, a ona miała ochotę skakać z radości. Podsycał to tylko fakt, że Zayn wciąż trzymał ją za rękę. Po paru chwilach, spędzonych na wewnętrznym tańcu radości, Kathleen z promiennym uśmiechem odpowiedziała:
    — Myślę, że to nie będzie problemem, a ja naprawdę uwielbiam herbatę.

***

    Zayn i Kathleen siedzieli na ławce na korytarzu szkolnym. Była pora lunchu, a oni po prostu ze sobą rozmawiali. Leen postanowiła nie pytać dlaczego chłopak nie jada w szkole. Pomyślała, że być może nie ma pieniędzy, aby tu jadać, bo było tu całkiem drogo. Blondynka nie przejmowała się tym, uważała, że pieniądze to nie wszystko. 
    Para nie zwracała uwagi na nikogo oprócz siebie. Pewnie dlatego nie zauważyli wysokiej postury ojca Kathleen, który mierzył nastolatków srogim spojrzeniem. Bardzo mu się nie podobał wygląd córki i towarzystwo Malika. Mężczyzna odchrząknął znacząco. Zarówno Kath i Zayn wzdrygnęli się i spojrzeli na Gregory'ego. Obydwoje byli bardzo przerażeni jego widokiem. Malik nawet nie wiedział, że dyrektor szkoły jest również ojcem Kathleen. Myślał, że coś nie tak z jego stypendium, które było mu bardzo potrzebne. Jednak pan Needle sięgnął po rękę blondynki i szarpnął tak, aby dziewczyn podniosła się. Zayn był bardzo zdezorientowany i nie wiedział o co chodzi. Dyrektor spojrzał na niego z kpiną, a następnie zwrócił się do swojej córki:
    — I co córeczko? Nie przedstawisz mnie swojemu koledze? Zayn na początku nie zrozumiał, ale potem był bardzo zdziwiony. Co prawda słyszał, że córka dyrektora chodzi do tego collegu, ale nigdy nie pomyślał, ze to może być Leen.
    — A może wyjaśnisz mi łaskawie skąd masz te ciuszki? warknął na nią, a ta skuliła się. Bała się ojca, nienawidziła kiedy na nią krzyczał lub za coś ją karcił. Ale nie chciała się poddać, zbyt daleko zaszła, aby poddać się teraz woli ojca. Nie teraz, nie teraz kiedy Zayn ją gdzieś zaprosił. Nie teraz.
    — Przyzwyczajaj się, od teraz będę się tak ubierać. To nie jest wyzywające, a ty i matka nie macie w tym temacie nic do powiedzenia. To moje życie, nie waszepowiedziała, a jej ojciec zzieleniał ze złości. Wściekle złapał ją za ramię i szarpnął. Chciał to zrobić jeszcze raz, ale tym razem ręka Zayna mu to uniemożliwiła. Gdyby wzrok mógł zabijać to Zayn Malik leżałby na szarych kafelkach martwy. Jednak po chwili wściekłość zastąpiło rozbawienie. Gregory strzepnął rękę czarnowłosego i puścił córkę. Wsadził dłonie do kieszeni spodni swojego garnituru i patrzył rozbawiony na Zayna. Ani Kathleen, ani Malik nie mieli pojęcia o co chodzi.
    — Aleś ty odważny Zayn. Myślę, że napaść na dyrektora szkoły będzie dobrym powodem, aby odebrać ci stypendium, co? Jak wtedy opłacisz szkołę? Twoimi śmiesznymi pieniędzmi z korepetycji, a może kilkoma funtami, które zarabiasz na stacji benzynowej? zaszydził. Chyba że twoja mamusia to opłaci z pensji księgowej albo bezrobotny tatuś coś ukradnie. No to jak, Malik? Zayn poczuł się bardzo upokorzony. Nienawidził kiedy ktoś przypominał mu, że jest biedny. Zacisnął powieki, aby powstrzymać łzy. Właśnie dlatego zachowywał się jak ciota, nie mógł nic zrobić Stylesowi. Miał zbyt wpływowego, bogatego tatę, który do tego przyjaźnił się z ojcem Kathleen. Zawsze uważał żeby dobrze się zachowywać. Nawet przyjaźniąc się z Harrym nie uciekł z lekcji i nikomu nie dokuczał. Nie chciał się nikomu narazić, a teraz mógł stracić stypendium ze względu na dziewczynę. Chciało mu się płakać. I wrzeszczeć. Tak, chciało mu się płakać i wrzeszczeć jednocześnie. Poczuł na ramieniu delikatny i niepewny dotyk Kathleen. Nie trwało to jednak długo, bo stanowcze szarpnięcie przerwało kontakt Zayna i Leen. Malik otworzył oczy. Gregory trzymał mocno córkę, a jemu posłał kpiący uśmiech.
    — Zastanów się, Malik. Wylecisz ze szkoły jak stracisz stypendium. Ja na twoim miejscu bym nie ryzykował powiedział i odwrócił się na pięcie, za sobą pociągnął blondynkę, której łzy spływały po twarzy. Z jej ust wyczytał tylko krótkie, bezgłośne ,,przepraszam".
    Wiedział, że Gregory Needle na pewno nie żartował. Nie chciał tracić stypendium, bo bardzo ciężko pracował, aby dostać się do tej szkoły. A teraz mógł to stracić.

Ciężki orzech do zgryzienia: edukacja czy świetna dziewczyna?

~*~

Co myślicie?
Wyjaśniło się dlaczego Zayn był taki potulny :D
Mam prośbę, moglibyście gdzieś polecić moje opowiadanie?
Wiecie, chciałabym zdobyć troszkę więcej czytelników, a już nie mam pomysłów na reklamę.
Postaram się jakoś odwdzięczyć :)

Zostawcie komentarz! :)

6 komentarzy:

  1. Jak ja nienawidzę jej rodziców! Jak mroźna tak człowieka, A zwłaszcza swoje dziecko traktować?! Dziwię się, że ona to tak dobrze znosi. Ja bym już dawno komuś coś zrobiła, najpewniej tym rodzicom. Myślą, że mogą rządzić twoim życiem, A tak na prawdę nie mają w ogóle pojęcia, jak mocno nas krzywdzą! Cudny rozdział! Czekam na następny i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, trafiłam na twojego bloga niedawno i bardzo mi sie spodobał. Nie czytałam jeszcze czegoś o takiej tematyce, dlatego chętnie będę śledzić twoją pracę :)
    Do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział :)
    Tak mi przykro , ojciec Leen jest gorszy od jej matki,jak mogl postawić Zayna w takiej sytuacji ?!
    To chore !
    Szkoda ze nie maja nikogo po swojej stronie :/
    Życze weny i do następnego :*
    Dodam linka na twittera,może ktoś wpadnie :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dla mnie rozdział jest całkiem spoko, czekam na kolejny :)
    Jak dla mnie taka sytuacja jest trochę chora . Niby Kathleen jest już dorosła, ale daje się wykorzystywać jak dzieciak... A ojciec nie lepszy... Rozumiem, że czepia się Malika, bo każdy ojciec miałby problem, gdyby widział swoją córkę z jakimś chłopakiem, no ale żeby też ubioru? o,O
    Mam nadzieję na jeszcze lepszy kolejny rozdział :D
    Pozdrawiam :) Adrian

    OdpowiedzUsuń
  5. O Jezu ale patologia... Taka niby wierząca rodzinka a z bliźnich szydzą. Mi by już nerwy puściły. Brak słów. Mam nadzieję że niedługo Leen coś wymyśli, a Zayn będzie przy niej, nie musząc wybrać między Nią a szkołą.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze! To bardzo motywuje i szczególnie kocham czytelników, którzy wyrażają swoja opinię na temat mojej pracy :)