24 maj 2015

Rozdział VII

    Jeszcze niesprawdzony, ale zrobię to na dniach! :)

~*~

    Kathleen nie czuła niepokoju w związku z powrotem do domu. Była szczęśliwa i czuła się naprawdę świetnie. Ten gest ze strony Zayna wprowadził ją w osłupienie, ale przyniósł wiele pozytywnych odczuć. Dziewczyna nie czuła się źle z tym, że uciekła sprzed szkoły. Ten mały, lecz znaczący przejaw buntu opłacił się. Miała okazję lepiej poznać Zayna, zobaczyć jaki jest naprawdę poza murami szkoły. Niezaprzeczalnie, wywarł na niej spore wrażenie i miała nadzieję, że ona go nie zawiodła.
    Polubiła ten typ spędzania czasu. W niezbyt zachęcająco wyglądającej kawiarni , razem z nim, rozmawiając na wiele różnych tematów. Było to dla niej niezwykłe, że tylko dzięki rozmowie można tak przyjemnie spędzić czas.
    Dziewczyna wiedziała, że w domu nie będzie na nią czekała miłe przywitanie. W końcu uciekła spod szkoły i jej rodzice mieli prawo się wściec. Ale naprawdę była przygotowana na wszystko, tym bardziej, że spóźniła się na mszę, na którą kilka razy w tygodniu codziennie uczęszczała z rodzicami. Przez chwilę Kathleen wyobrażała sobie jakby to było, gdyby jej rodzice byli inni. Gdyby byli niewierzący albo gdyby nie mieli tylu pieniędzy. Kath próbowała sobie także wyobrazić życie Zayna. Jej ojciec i Harry przedstawiali to w dość drastyczny sposób. Jednak niebieskooka nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Jej rodzice byli, jacy byli, ale raczej nie brakowało jej niczego. No, może oprócz wolności.

    Przystanek autobusowy znajdował się niedaleko jej domu, więc dość szybko tam dotarła. Westchnęła ciężko, otwierając czarną, wysoką bramę, która odgradzała podwórko od chodnika i ulicy. Weszła na ścieżkę, prowadzącą do domu, która wyłożona była białą cegłą. Szła dość wolno, nie śpieszyła się, wiedząc co ją czeka, kiedy wejdzie do mieszkania. Niestety, ta chwila nadeszła bardzo szybko.
    Kathleen weszła do przedpokoju, gdzie zdjęła płaszcz i buty. Przeczesała dłonią włosy, które potargał wiatr. Westchnęła ciężko i otworzyła drzwi, które prowadziły do dużej, otwartej przestrzeni, czyli kuchni, jadalni i salonu. Od progu słyszała dźwięk włączonego telewizora, przełknęła ślinę i weszła wgłąb mieszkania. Stąpała cicho, zupełnie jak złodziej, który przyszedł coś zwędzić. Swój plecak położyła tuż przy kanapie, na której siedzieli jej rodzice. Gregory Needle wyglądał na wściekłego, zdecydowanym ruchem ręki rozkazał córce, aby usiadła w fotelu. Blondyna wykonała ten niemy rozkaz posłusznie. Mężczyzna wstał i stanął kilka metrów od córki, patrząc jej prosto w oczy. A one? Nie wyrażały nic poza wściekłością, tak przynajmniej uważała Kath, której świetny humor jednak przeszedł.
    Gregory nie odzywał się przez jakiś czas. Wiedział, że cisza zirytuje jego córkę i przestraszny. I miał rację, Kathleen czuła się przerażona. Bała się, że jej ojciec wyrzuci Zayna ze szkoły albo odbierze mu ukochane stypendium. Dlatego właśnie tak się obawiała, kiedy mężczyzna coś powie.
    — W tej chwili mi wyjaśnij, gdzie do cholery byłaś i dlaczego wróciłaś do domu autobusem? — zapytał, a Kathleen przełknęła głośno ślinę. Zapadła cisza, którą co chwilę przerywało tykanie zegara. Blondynka czuła się się źle, ale przypomniała sobie dzisiejszy dzień. Rozmowę z Zaynem, pobyt w kawiarni, rozmowę, całus. Z powrotem napełniły ją pozytywne emocje.
    — Byłam z Zaynem — powiedziała stanowczo. Spojrzała w oczy swojego ojca i widziała jak próbuje opanować swój gniew. Ale co miała zrobić? Nie lubiła kłamać. A z resztą chciała, aby jej rodzice wiedzieli, że nie akceptuje już tego wszystkiego. Ciągłych kontroli i sterowania jej życiem. 
    — Doskonale wiesz, że nie możesz się z nim spotykać! Chcesz skończyć tak samo jak Daisy? Do tego od jakiegoś czasu dążysz! - wykrzyczał, a Kathleen wzdrygnęła się. Bała się, oczywiście, że się bała, ale nie chciała, aby strasz przejął na nią kontrolę. Wtedy jej ojciec by wygrał, a do tego nie mogła dopuścić. 
    — A ty, ojcze, doskonale wiesz, że cię nie posłucham. To moje życie i daj mi w końcu nim żyć! Jestem już dorosła, mam osiemnaście lat i mogę o sobie decydować! — wybuchała. Starała się, aby nie zacząć krzyczeć, ale nie udało jej się. Właśnie dziś. Ojciec próbował zepsuć jeden z piękniejszych dni w jej życiu, ale ona nie chciała na to pozwolić. 
     — Och, w takim razie pochwal się ile razy się z nim rżnęłaś! Jak zwykła dziwka w szkolnej toalecie. A może w sali lekcyjnej albo na szkolnym boisku? Jesteś zbyt młoda na spotykanie się z chłopakami, a ty bzykasz się gdzie popadnie! - mówił to wszystko z taką nienawiścią, że Kathleen na chwilę przestała oddychać. Nie rozumiała tego. Rodzice mówili jej, że wszystko to, co robią jest dla jej dobra. Niszczenie jej życia? To miało być dla niej dobre? Blondynka czuła, że zaraz się rozpłacze. Słowa raniły bardziej niż czyny. 
     —Nikt mnie nie rżnie! A ty mógłbyś się zastanowić nad tym co mówisz! Skończyłam już osiemnaście lat! Może zapomniałeś, ale w tym wieku była matka kiedy brałeś z nią ślub! A co? Rok później urodziła się Daisy! Jesteście okropnymi hipokrytami! — To, co powiedziała Kathleen było argumentem nie do zbicia. Gregory i Charlotte doskonale o tym wiedzieli, ale głupio im było się przyznać. Blondynka poczuła, że wygrała. Może i było to trochę wredne, ale uznała, że trzeba sobie jakoś radzić. 
    Charlotte Needle myślała nad tym, co powiedziała jej córka. W swoich słowach miała dużo racji, ale co z tego? Z mężem już dawno ustalili, że nie powtórzą tych samych błędów wychowawczych. I mimo że Kathleen miała sporo racji, to nie mogła pozwolić na swobodne spotykanie się tej dwójki. Już raz zrozumiała córkę, już raz stanęła za nią murem, już raz pozwoliła na swobodę? I co dostała w zamian? Cierpienie, ból i łzy. Nie chciała powtórki z rozrywki. 
     — Posłuchaj, Kathleen. Byliśmy młodzi i głupi, ale nam wyszło. A teraz popatrz na swoją siostrę. Jak skończyła? Nie chcemy, aby to samo spotkało ciebie. Rodzice są po to, aby cię chronić i my właśnie to robimy — matka Kathleen mówiła spokojnie, co było do niej niepodobne. Kathleen spojrzała na nią podejrzliwie. To było bardzo dziwne. Charlotte miała w zwyczaju we wszystkim popierać męża, a nie ją. Upadła na głowę, jak Boga kocham - pomyślała blondynka.
     —  To, że Daisy źle trafiła z chłopakiem nie oznacza, że i ja skończę! Przecież Zayn jest zupełnie inny! Świetnie się uczy i jest naprawdę wartościowy! Czego wy od niego chcecie? - mimo że matka próbowała ją uspokoić, to niestety nie udało jej się to. W Kathleen się gotowało. Nie rozumiała tego. 
     — Jeżeli w tej chwili się nie uspokoisz, to trafisz do internatu prowadzonego przez zakonnice! Wcale nie żartuję! — warknął Gregory Needle i nerwowo przeczesał swoje włosy. W tym czasie jego żona usilnie się nad czymś zastanawiała. Próbowała wymyślić coś, co zadowoliłoby obie strony.
     — Teraz mnie uważnie posłuchaj, Kathleen. Jeżeli przestaniesz nam się sprzeciwiać, to będziesz mogła spotykać się z tym twoim Zaynem raz w tygodniu po szkole. Oczywiście wcześniej napiszesz nam SMS, w którym powiesz dokładnie gdzie idziesz i jak długo tam będziesz. To jedyny sposób. Ciesz się, że w ogóle będziesz mogła gdzieś z nim wychodzić. Będziemy go chcieli poznać, ale to trochę później - powiedziała Charlotte z zamkniętymi oczami. Kathleen pomyślała, że wygląda jakby te słowa sprawiały jej niemal fizyczny ból. Nie rozumiała tego. Skoro nawet jej się ten pomysł nie podobał, więc dlaczego w ogóle go zaproponowała? Dziwne.
     — No chyba sobie żartujesz, Charlotte! —wrzasnął Gregory. —Chcesz pozwalać na ich spotkania?! Zwariowałaś — był oburzony. A Kathleen? Nie wiedziała co o tym myśleć. Z jeden strony wyglądało to kusząco. Mogłaby spotykać się z Zaynem bez stresu, ale niestety bardzo rzadko. Jeżeli zgodziłaby się, to nadal pozostawałaby pod kontrolą rodziców, ale wiedziała, że jej ojciec nie rzuca słów na wiatr. Kurde — pomyślała, przeczesując swoje włosy.
    — Mi też to się nie podoba, Gregory. Ale jeżeli nie damy jej choć trochę luzu, to skończy jak Daisy — warknęła, a jej mąż zrozumiał. Nie popierał tego, ale wiedział, że jego córka zrobiła się strasznie uparta. Nadal chciał mieć ją pod kontrolą, a odrobina swobody mogła sprawić, że polubiłaby ją. Wiedziałaby, że konsekwencją złamania reguł jest internat.
    —Dobra, a co jeżeli nie zgodzę się na to wszystko? — zapytała Kathleen i zamknęła oczy. Wiedziała, że nie ma wyjścia. Cholera.
    — Wtedy możesz pomarzyć o spotykaniu się z tym biedakiem, a jeżeli złamiesz zasadę, to trafisz do internatu — wyjaśniła jej matka. Przez chwilę Kathleen myślała, że kobieta jest po jej stronie, ale bardzo się pomyliła. Westchnęła ciężko.
    — Zgoda — powiedziała zrezygnowana. W jakimś stopniu osiągnęła cel, ale dlaczego czuła, że przegrała?
    

~*~ 

Tydzień później
Czwartek

    Był to schyłek października. Londyn bardzo często nawiedzały ciemne, gęste chmury, które przynosiły opady deszczu i burze. Tego dnia Kathleen ubrała się ciepło, aby nie zmarznąć w drodze do szkoły. Co prawda jechała samochodem z ojcem, ale jej zawsze było zimno. Dziewczyna trochę odpuściła rodzicom, ponieważ dotrzymali obietnicy i wczoraj po szkole spędziła dzień z Zaynem. Oczywiście nie było to spełnienie jej marzeń, ale wystarczyło. Czarnowłosy specjalnie dla niej tak ułożył plan swoich zajęć, aby nie kolidowało to z ich spotkaniami. Wczorajszy dzień był według Kathleen cudowny. Długo rozmawiała z chłopakiem, z którym wybrała się do kina. Chłopak poświęcił się dla niej i kupił bilety na romansidło, które Kathleen tak bardzo chciała zobaczyć. 
    Niestety, nie wszystko było takie kolorowe. Po dłużej nieobecności do szkoły wrócił Harry Styles. Nadal pewny siebie i zarozumiały. Oczywiście nie obyło się bez echa, że Styles dowiedział się o przemianie ,,Nawiedzonej". Kathleen martwiła się o to, co się stanie kiedy znowu stanie oko w oko z Harrym. Bała się tego. Przez ten czas kiedy go nie było zdążyła się przyzwyczaić, że nikt głośno jej nie obraża. Oczywiście, wyzywano ją, ale zawsze cicho, między sobą.
    Harry stał wraz ze swoimi bogatymi przyjaciółmi na korytarzu. Miał świetny widok na szafkę dziewczyny, którą chciał zobaczyć. Słyszał, że ma nowe ciuchy i nie ubiera się jak lump, ale nie mógł to uwierzyć. Dopiero po kilku minutach zauważył, że szafka Nawiedzonej otwiera się. Doznał szoku i musiał przyznać, że dziewczyna wygląda lepiej. Ale według niego nadal była marną podróbką kobiety. A takie ścierwo trzeba tępić.
    W końcu postanowił podejść bliżej. Ludzie, widząc, że Styles zbliża się do Kathleen automatycznie spojrzeli w ich stronę. Byli bardzo ciekawi jak król szkoły zareaguje na jej nowy wygląd. 
     Harry oparł się jedną ręką o szafkę, która znajdowała się obok tej należącej do Kathleen. Dziewczyna początkowo nie zauważyła męskiej postaci, która stoi tuż obok niej. Po chwili jednak spostrzegła kpiący wzrok szatyna. 
    — Zgubiłeś się, Styles? — Kathleen próbowała pokazać po sobie, że ani trochę nie ruszyła jej obecność chłopaka. Wiedziała, że jeżeli swoją słabą stronę, to przegra. 
     — Oczywiście, że nie. Po prostu stoję tu i próbuję nie zwymiotować na twój widok. Myślisz, że jak zmienisz ciuszki to zaczniesz coś znaczyć? — zaszydził. — Otóż nie, nadal jesteś tak samo beznadziejna jak wcześniej — zaśmiał się, a wraz z nim wszyscy zgromadzeni na korytarzu. Wszyscy, oprócz Zayna Malika, który stał na uboczu obok jakiejś dziewczyny. Serce mu się krajało kiedy to słyszał. Jakaś siła mówiła mu, że powinien obronić Kathleen, którą niezaprzeczalnie bardzo lubił. Ale wahał się. Stypendium, rodzina, szkoła - to chodziło mu po głowie. Widział jak ta drobna blondynka próbuje się bronić, ale Styles wrócił w formie. Miał w zanadrzu mnóstwo nowych, raniących słów. Po chwili stojąca obok niego dziewczyna uderzyła go łokciem w żebra.
    — Malik, bądźże mężczyzną i obroń ją — wyszeptała gniewnie. I Malik wiedział, że teraz nic go nie powstrzyma. Przepchnął się przez kilkunastu uczniów, a za nim było słychać głosy zdziwionych osób. Stanął za Harrym Stylesem i pociągnął go do tyłu. Kathleen dopiero po chwili go zauważyła. Była zdziwiona, ale widać było, że słowa Stylesa zaczęły ją ruszać, ponieważ w oczach miała łzy. Zayn nie mógł zrozumieć dlaczego wcześniej nie zareagował. Popchnął Harry'ego w lewo, a ten lekko się zatoczył. Już chciał ruszać, aby rozliczyć się z Malikiem, ale jeden z jego przyjaciół zatrzymał go, mówiąc, że nauczyciel idzie. Szatyn splunął i spojrzał gniewnie w stronę Zayna.
     — Nawet nie myśl, że ujdzie ci to płazem, Malik. Policzymy się.

~*~

    Zayn Malik szedł spokojnie. Zimny wiatr wiał mu prosto w oczy, więc próbował ogrzać się swoim starym szalikiem, który miał na szyi. Z racji na pogodę musiał podjąć się większej ilości godzin spędzonych na korepetycjach i stacji benzynowej. Jego siostra, Alia, nie miała kurtki odpowiedniej na taką pogodę, więc Zayn musiał się postarać, aby w miarę szybko zarobić pieniądze.
    Właśnie szedł na korepetycje do dzieciaka, który miał poważne problemy z matematyką. Jego rodzice płacili Malikowi naprawdę duże pieniądze, aby ich syn w końcu podciągnął się w tym przedmiocie. Ulice wydawały się dla Zayna bardzo puste i ciche. Zaczął się niepokoić. W końcu usłyszał za sobą bieg, odwrócił się, a wtedy poczuł na twarzy uderzenie. Zaskoczony upadł na chodnik i odruchowo złapał się za policzek. Nad sobą zobaczył Harry'ego Stylesa, który nie wyglądał na przyjaźnie nastawionego.

~*~

Witam po długiej nieobecności! Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał! Jest długi, prawda? :O

Liczę na komentarze i przepraszam za zwłokę! 

Kocham, Agusi
 

8 komentarzy:

  1. Rozdział jak zawsze - świetny!
    Cieszę się, że rodzice Kathleen w końcu trochę jej odpuścili i może spotykać się z Zaynem, chodź zgadzam się z nią, że raz w tygodniu to za mało.
    Wkurza mnie za to postać Harrego, jest nie do zniesienia!
    Mam nadzieje, że szybko napiszesz kolejny rozdział, bo naprawdę jestem ciekawa dalszego ciągu ;)
    Tak, rozdział jej dłuuuugi ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Postawa mamy Kathleen coraz bardziej mnie zaskakuje. Oczywiście pozytywnie =D Fajnie, że teraz mogę się spotykać :) Gdyby jeszcze Harry się w to nie wpieprzał to byłoby super.
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny :D
    Adrian:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh, nie wierzę, powtórka z rozrywki. Teraz to naprawdę mam deja vu, jakby następny rozdział miał się zaczynać podobnie do prologu. Szkoda, że Styles nie zachorował na dłużej, taki spokój to chyba święto dla Zayna i Kath.
    Cały czas zastanawia mnie, co się do jasnej anielki stało z siostrą Kath. Rodzice non stop o tym wspominają, a Ty i tak tyle czasu trzymasz nas w niepewności :D
    Mama bohaterki obmyśliła niezłą taktykę. Rzeczywiście, gdyby oni nie zmienili choć odrobinę swoich zasad, to Kath zaczęłaby łamać wszystkie po kolei. Dobrze, że w ten sposób chociaż stypendium Zayna ocaleje, pomimo spotkań z córką dyrektora. Przeraża mnie jej ojciec, ale to już inna historia.
    Nie wiem, co jeszcze napisać, żeby się zbytnio nie powtarzać z poprzednich komentarzy. Ogólnie chciałam jeszcze raz powiedzieć, że historia jest zdecydowanie nietuzinkowa, pięknie łączy się w całość, z rozdziału na rozdział nabiera tempa. Bohaterowie są unikatowi, a uczucie, które zaczyna ich łączyć bardzo mi się podoba. Dobrze, że nie pchasz do przodu tej historii, dajesz się jej rozwinąć, skupiając się na szczegółach i uczuciach. Lubię czytać o uczuciach bohaterów, właśnie dlatego tak bardzo spodobał mi się fragment z całusem w którymś z poprzednich rozdziałów. Są tacy niewinni, a jednocześnie tacy słodcy i... zdecydowani? Jedno ciągnie do drugiego, ah, cudownie. Już przetrwali złość ojca Kath... teraz żeby tylko Styles nie wrypał się w ten kiełkujący związek ^^
    Mam nadzieję, że niedługo pojawi się kolejna część, bo cały czas w głowie mam pytania dotyczące Daisy.
    Życzę Ci dużo, dużo weny, a w wolnej chwili zapraszam również do siebie, http://niewolnicy-uczuc.pl
    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Styles to szuja! Mogła bym wymyślić gorsze epitety w jego kierunku, ale po co? Nie lubię gada i tyle( oczywiście tylko tego w twojej opowieści). Mam nadzieję, że nic złego nie zrobi Malikowi. Pozdrawiam i nie mogę się doczekać kolejnego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział :)
    Cieszę się ze jednak jej rodzice pozwolili się spotykać z Zaynem, mam nadzieje ze Kathleen bedzie im posłuszna i nie wysła ja do internatu :/
    Harry jest głupi,dobrze ze Zayn stanął w obronie Kath,ale teraz za to dostanie, niech się ktoś ppojawi na tej ulicy xd
    Zycze weny i do następnego :* <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi tam się podoba powrót Stylesa. Rodzice Kathleen trochę popuścili - to dobrze, ale gdyby teraz to był zwykły romans, bez żadnych przeszkód ani zaskoczeń, byłoby nudno. Dużo weny Kochana, mam nadzieję że niedługo pojawi się kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze! To bardzo motywuje i szczególnie kocham czytelników, którzy wyrażają swoja opinię na temat mojej pracy :)