1 cze 2015

Rozdział VIII


    Niesprawdzony ;)


~*~

    Kathleen. To o Leen myślał Zayn, kiedy Harry wymierzał mu kolejne ciosy. Były brutalne, z początku chłopak próbował się bronić, ale nic to nie dało. Styles nie kierował się zasadą, że leżącego się nie kopie. Zupełnie mu to nie przeszkadzało. Zostawił pobitego Zayna z czystą satysfakcją. A Malik? Leżał bezbronny i ciężko pobity na chodniku. Starał się zachować przytomność. 
    Aż w końcu ktoś się nad nim pochylił. Miał wielką nadzieję, że to Kathleen. Głupie, prawda? Skąd mogłaby wiedzieć, że kiedy ona oglądała telewizję, to Zayn leżał na brudnym chodniku. Wiele osób zignorowało chłopaka, leżącego na ziemi. Przechodzili zupełnie obojętnie, jakby nic wielkiego się nie stało. Rudowłosa dziewczyna pochyliła się na Zaynem, aby sprawdzić, czy w ogóle oddycha. Na szczęście okazało się, że chłopak jest przytomny. Poklepała go delikatnie po jednym policzku.
    — Proszę pana, wezwać pogotowie? — zapytała przejęta stanem czarnowłosego. Chłopak próbował się podnieść, ale ból w żebrach mu to uniemożliwił. Odwrócił głowę w stronę rudowłosej dziewczyny, która wpatrywała się w niego swoimi brązowymi oczami.
    — Jestem Zayn — uśmiechnął się delikatnie, ignorując pytanie dziewczyny. Brązowooka odwzajemniła delikatny uśmiech i pomogła mu wstać. Zayn czuł się jak idiota. Czy za każdym razem jak dostanę, to z ziemi będzie zbierać mnie dziewczyna? — pomyślał. To trochę żenujące — dodał w myślach. Chłopak czuł ogromny ból w okolicy dolnych żeber. Malik poprosił dziewczynę, aby ta z kieszeni jego kurtki wyciągnęła telefon i wybrała numer jego matki. Kobieta była przerażona wieściami od syna i zastanawiała się jak ma mu pomóc, skoro nie posiada samochodu.

Zayn, mogę cię podwieźć. Mieszkam niedaleko — powiedziała w pewnej chwili rudowłosa. Malik był zmieszany. Jednak wiedział, że ciężko mu będzie o własnych siłach wrócić do domu, więc zgodził się na propozycję dziewczyny.

    Trisha Malik nie dała się zwieść. Wiedziała, że Zayn mógł doznać poważnych obrażeń i wcale nie chciała ryzykować. Ubłagała syna sąsiadki, aby zawiózł ich do szpitala. Mimo że jej syn nie chciał nigdzie jechać, to jej zależało na jego zdrowiu. W końcu zgodził się i w ciasnym, zaniedbanym samochodzie pojechał na pogotowie.

    Zayn w szpitalu spędził kilka dobrych godzin. Czekając na wyniki badań, strasznie się nudził. Okazało się, że ma połamane jedno z żeber i jest bardzo poobijany. Na własne żądanie wyszedł ze szpitala, nie chcąc tam dłużej siedzieć.
~*~

    Kathleen cały dzień w szkole rozglądała się za Zaynem Malikiem. Była zdziwiona, że nie przyszedł. Nie rozumiała, dlaczego się nie pojawił. Zrobiło jej się trochę smutno, ponieważ nie miała z kim porozmawiać, a do tego Styles był w szkole i uprzykrzał jej życie. Kath nie mogła nie zauważyć jego triumfującego uśmiechu. Tylko że Leen nie miała pojęcia, o co mu chodziło. 

    Pomimo docinków Stylesa i paru innych uczniów, dzień w szkole upłynął jej całkiem nieźle. Jednak cały czas czuła, że coś jest nie tak. Na początku myślała, że jest po prostu przewrażliwiona, ale kiedy to uczucie nie zniknęło, to zaczęła się martwić. Wysłała Zaynowi kilka esemesów, ale nie odpisał na żadnego, przez co Kathleen czuła się urażona. Martwiła się o tego idiotę z czarnymi włosami.
    Idąc do swojej szafki, usłyszała pewną rozmowę. Było jej głupio tak bezczelnie podsłuchiwać, ale czuła, że nie ma wyjścia.
    — Boże, gdybyś go tylko zobaczył, Luke. Taka ciota jakich mało. Niby próbował się bronić, ale to było takie żałosne. Mina Malika, kiedy mnie zobaczył była bezcenna. Ostro mu najebałem, uśmiałbyś się — Harry Styles nie miał żadnej litości. Mówił to z taką pewnością siebie, z takim chamstwem, że Kath zakręciło się w głowie.
    Niedawno skończyły się lekcje i Kathleen miała jechać do domu, ale nie mogła tak tego zostawić. Martwiła się o Malika, który prawdopodobnie został pobity z jej winy. A to tylko dlatego, że się za nią wstawił. Zżerało ją poczucie winy. Zayn nie był niczemu winien — pomyślała.
    Wyciągnęła z szafki swój ciepły płaszcz i czapkę. Szybko ubrała się i popędziła do wyjścia. W połowie drogi uświadomiła sobie, że nie ma pojęcia gdzie mieszka Malik. W końcu wpadł jej do głowy pewien pomysł. Ojciec musi mieć akta wszystkich uczniów — pomyślała i pognała w stronę gabinetu swojego ojca. Spojrzała na zegarek i wiedziała, że pewnie on już czeka na nią w samochodzie. Normalnie gabinet byłby zamknięty, ale widocznie sprzątaczka zostawiła pokój otwarty, aby posprzątać. Kathleen wiedziała, że nie ma zbyt wiele czasu. Znała również położenie wszystkich akt, więc znalezienie tych z nazwiskiem Malik nie było trudne. W ciągu dwóch minut znalazła odpowiednie papiery i odszukała adres, który zapisała sobie w telefonie. Zdążyła schować akta i zamknąć szafkę, a do pomieszczenia weszła pani sprzątaczka, która była zaskoczona jej widokiem. Kath uśmiechnęła się niezręcznie.
    — Przepraszam, tata zostawił klucze i musiałam je znaleźć — wymyśliła na poczekaniu i czym prędzej wyszła z gabinetu. Wiedziała, że po raz kolejny oszukiwała rodziców, wiedziała, że poniesie konsekwencje, wiedziała, że to nie skończy się dobrze, ale miała to gdzieś. Musiała wiedzieć, czy z Zaynem wszystko w porządku. Gdyby jej się coś stało, też by chciała, aby on ją odwiedził.
    Wyszła tylnym wyjściem. Coraz częściej tak robiła. Wiedziała, że w ten sposób łamie warunki postawione przez rodziców, ale nie obchodziło ją to. Sprawdziła w telefonie czy ulica, na której Zayn mieszka jest daleko. Na szczęście okazało się, że nie, więc ruszyła w tamtą stronę, próbując się nie zgubić. Po drodze wstąpiła do kwiaciarni i marketu, bo uważała, że głupio by było iść z pustymi rękami. 

    Zayn naprawdę nie mieszkał daleko. Było to zaledwie jakieś 20 minut drogi od ich szkoły. Kathleen chciała, aby tego dnia świeciło słońce, ale niestety było zupełnie odwrotnie. Niebo zakryły ciemne chmury, a zimny wiatr dmuchał jej prosto w twarz. Zmarznięta, będąc na ulicy Zayna próbowała znaleźć jego mieszkanie. Z pomocą przyszedł jej miły, starszy pan, który wyprowadzał właśnie psa. Zauważył, jaka Kathleen jest zagubiona.
    No cóż, okolica nie wyglądała na zbyt ciekawą. Nie była jednak jakaś bardzo obskurna. Zayn mieszkał w budynku, z którego schodziła brudnożółta farba. Budynek nie posiadał windy, więc Kath po schodach weszła na trzecie piętro. Z lekką obawą zapukała do drzwi. Wiedziała, że to trochę niegrzecznie składać taką niezapowiedzianą wizytę, ale kompletnie zapomniała o tym, aby zadzwonić do Zayna.

    Drzwi otworzyła jej dziewczyna bardzo podobna do Zayna. Tak jak on miała czarne włosy i oczy koloru czekolady. Co tu dużo mówić, Kathleen uważała, że jest śliczna. Blondynka uśmiechnęła się nieśmiało.

    — Przepraszam, czy tu mieszka Zayn Malik? — zapytała nieśmiało. Nie wie, co by zrobiła, gdyby pomyliła mieszkania. Chyba zapadłaby się pod ziemię. Czarnowłosa przyglądała jej się przez chwilę, a po chwili uśmiechnęła się do niej szeroko i wpuściła ją do środka.
    — Rozumiem. Ty musisz być Kathleen. Jestem Alia — powiedziała entuzjastycznie i podała jej rękę. Blondynka dyskretnie rozejrzała się po mieszkaniu. Ściany ciasnego przedpokoju wyłożone były tikową boazerią. A podrapane panele podłogowe miały kolor dębu.
    — Tak, jestem znajomą Zayna. Jest w domu? — zapytała patrząc na siostrę Zayna z lekką zazdrością. Była naprawdę ładna. Też chciałaby tak wyglądać.
    — Tak, jest w swoim pokoju. I przez najbliższy tydzień się z niego nie ruszy — posmutniała nagle, ale po kilku sekundach odzyskała uśmiech. — Zayn jest w naszym pokoju, to tamten — wskazała drzwi naprzeciwko. Kathleen podziękowała jej uśmiechem, a Alia odwróciła się na pięcie i poszła do innego pomieszczenia.    Zapukała cicho do pokoju Zayna, a po chwili weszła, słysząc ciche zaproszenie. Chłopak leżał na jednoosobowym łóżku, które stało w samym rogu małego pokoju. Jego twarz rozświetlił uśmiech, kiedy ją zobaczył. Dziewczyna stanęła przy jego łóżku. Nie wiedziała, co ma zrobić, gdzie usiąść. Zayn przyszedł jej z pomocą, mówiąc, aby przysunęła czarną pufę, która stała przy jednej z niebieskich ścian. Dziewczyna usiadła na niej. Czekoladki i kwiaty położyła na szafce, stojącej obok łóżka. Chłopak patrzył na nią z szerokim uśmiechem. Kathleen musiała przyznać, że wyglądał strasznie. Jego twarz była poobijana, a wielkie limo szpeciło jego twarz.
    — Skąd wiedziałaś? — zapytał w końcu czarnowłosy. Oczywiście Leen wiedziała, że chodziło mu o pobicie. Kathleen spojrzała mu prosto w czekoladowe oczy.
    — Słyszałam rozmowę Stylesa. Tak bardzo mi przykro, Zayn. To moja wina — mówiła ze skruchą. Czarnowłosy złapał jej dłoń w swoją i uścisnął lekko.
    — Przecież to nie twoja wina, Kath. Nie mogłem patrzeć jak się nad tobą pastwi — wyszeptał i pocałował wnętrze jej dłoni. Kathleen stanęły łzy w oczach. — Nie płacz, kociaku. Przynajmniej raz nie zachowałem się jak ciota. Przepraszam, że wcześniej taki byłem — powiedział smętnie, ale jego humor szybko się poprawił. Nie potrafił być przy niej smutny. 
    — Stało ci się coś poważnego? Powiedz, że byłeś z tym u lekarza. 
Zayn uśmiechnął się do niej pokrzepiająco.
    — Tak, byłem w szpitalu. Mam złamane żebro, a tak poza tym to jestem tylko poobijany. Przeżyję, Kathleen, ale dziękuję, że się o mnie martwisz — znowu ucałował jej dłoń. Leen dostała palpitacji serca. To był niezwykle uroczy gest, który zakodowała sobie głęboko w pamięci. Zapomniała jakie to wspaniałe uczucie. Być obok bliskiej ci osoby.
    W pewnym momencie rozmowę Kathleen i Zayna przerwało drapanie drzwi i uporczywe szczekanie. Malik uśmiechnął się szeroko.
— Zdaje się, że chciałaś poznać tego małego urwisa — powiedział ze śmiechem i poprosił ją o wpuszczenie psa do pokoju. Szczeniak wbiegł i zaczął wesoło biegać po pokoju.
Kathleen, poznaj Szczeniaka — Leen wytrzeszczyła oczy. Tak ma na imię?
Zayn, on się wabi Szczeniak? — zapytała niepewnie. Nie wiedziała, czy zrozumiała sens jego słów. Chłopak zaśmiał się melodyjnie.
    — Tak, kociaku. Nazywa się Szczeniak. Pobaw się z nim.       Kathleen niepewnie przysiadła na czystej, kremowej podłodze. Niepewnie, bo trochę bała się psa, który był bardzo żywiołowy. Szczeniak podbiegł do niej wesoło i powąchał ją, machając ogonem. Leen niepewnie pogłaskała go po łebku, a ten szczeknął głośno, pragnąc pieszczot. Zayn, patrząc na dziewczynę, stwierdził, że miała naprawdę piękny uśmiech. Wiele energii włożyła z zabawę z psem, a przy tym była bardzo szczęśliwa.
    W pewnym momencie rozdzwonił się telefon Kathleen, który zwiastował kłopoty. Blondynka zaprzestała zabawy z psem i wyciągnęła urządzenie z kieszeni dżinsów. Zauważyła, że dzwonił jej ojciec. Popatrzyła na Zayna ze strachem i odebrała.
    — Jeżeli w ciągu pięciu minut nie zejdziesz na dół, to osobiście po ciebie pójdę — usłyszała z drugiej strony rozwścieczonego ojca. Wzdrygnęła się. Szybko wstała, a Zayn obserwował ją uważnie. Gregory Needle rozłączył się, a ona w pośpiechu schowała telefon do kieszeni. W ekspresowym tempie włożyła swój płaszcz i czapkę. Podeszła do zdezorientowanego Zayna i ucałowała jego policzek, a następnie wyszła.

~*~

Wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziecka! :)

A co do rozdziału. 
Według was też jest trochę nudny? 
Jeżeli tak to przepraszam :)
                                                  Obiecuję, że następny będzie ciekawszy!

10 komentarzy:

  1. Rozdział jest świetny ;) zdecydowanie nie nudny ;)
    Spotkanie Kathleen i Zayna było urocze ;) za to Harry co raz bardziej mnie wkurza i mam ochotę go udusić
    Mam nadzieje, że Zayn pójdzie na jakiś kurs samoobrony czy coś takiego ;)
    Pozdrawiam i życzę weny!
    Również wszystkiego najlepszego! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje rozdziały nigdy nie są nudne. Biedny Zayn, czemu on musi tak cierpieć? Ciekawe co zrobią rodzice Leen. Pozdrawiam i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Skąd jej ojciec wiedział gdzie ona jest? A było tak fajnie. Spotkali się może w niezbyt przyjaznych okolicznościach ale są słodcy :) No i oczywiście dla Ciebie rownież Wszystkiego Najlepszego! =D
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kath sprawdzała w telefonie, czy ulica na której mieszka Zayn jest daleko, nie zdziwiłabym się, gdyby to wszystko co robiła na telefonie, trafiało do Jej rodziców... Mógł się domyślić, sprzątaczka mogła powiedzieć, że Leen była w gabinecie, ojciec mógł zobaczyć nieporządek w dokumentach, zwłaszcza Malika, albo mógł się po prostu domyślić... :/

      Usuń
    2. No gdyby się zastanowić to mogło tak być :( Szkoda. Jej ojciec zepsół im tylko to ,,spotkanie'' czy raczej odwiedziny Kath w domu Zayna.

      Usuń
  4. Kocham to jak kończysz rozdziały. Nie umiem się odkleić od tego bloga, bo za każdym razem na końcu jest to pytanie "Co będzie dalej?". Zwłaszcza, że Leen miała iść do internatu, jeżeli nie będzie przestrzegać zasad...
    Szczeniak jako imię dla psa.. Bardzo oryginalnie, przyznaję. Tylko jak podrośnie pewnie każdy będze się oglądał - mówić na dorosłego psa Szczeniak? Może Zayn da mu drugie imię - Pies?
    Rozdział, podsumując, świetny.
    Tobie również wszystkiego najlepszego i dużo weny na następny rozdział, uściskam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. C U D O W N Y!
    Warto było czekać! <3 Jestem kompletnie zakochana w twoim ff!

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział :)
    Mam nadzieje ze Zayn jakoś się wytaraska z tego wszystkiego :)
    Oby Kath nie miała iśc do internatu, nie mogą jej rodzice jej tam wysłać :/
    Zycze weny i do nastepnego :* <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeeju uwielbiam Cię! <3 uwielbiam też to opowiadanie, pewnie inni też mają tak, że strasznie szybko kończy się każdy rozdział ale to przez że są takie świetne i mam wrażenie, że tak "lekko" napisane ^^ ahh i rozdział wcale nie jest taki nudny "kociaku" awww... xD życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze! To bardzo motywuje i szczególnie kocham czytelników, którzy wyrażają swoja opinię na temat mojej pracy :)