19 lip 2015

Rozdział X

Bardzo dziękuję Alicji, bez której, nie wiem, czy ten rozdział zostałby ukończony :)

Mam nadzieję, że jeszcze ktoś to czyta :C
Przepraszam za błędy :)

~*~

    Kathleen pobiegła do Zayna, który w napięciu na nią oczekiwał. Nadal uważał ten plan za strasznie zwariowany, ale nie mógł odmówić dziewczynie. Tymczasem Kath była pod wpływem adrenaliny, Malik nigdy nie widział jej takiej uśmiechniętej. Była lekko spocona, bo przez dwie ulice biegła, a pojedyncze kosmyki włosów przykleiły się do jej czoła. Postali jeszcze chwilkę, aby Kathleen mogła odpocząć po biegu. W końcu, kiedy odzipnęła, popatrzyła na czarnowłosego z wesołą miną.
    — Zayn, pójdziemy do naszej kawiarni? Mam ochotę na ciasto i herbatę — powiedziała praktycznie śpiewnym głosem. Właściwie to nawet na niego nie czekała, tylko od razu zaczęła iść w tamtym kierunku. Niby zapytała, ale jakoś nie bardzo liczyła się z jego chęcią. Nawet nie spostrzegła, że Zayn lekko zzieleniał na twarzy. Było mu strasznie głupio. Jednym krokiem dogonił blondynkę i złapał jej dłoń. Kathleen odwróciła się w jego stronę i posłała mu pytające spojrzenie. Czarnowłosy przełknął głośno ślinę.
    — Kathleen, bardzo cię przepraszam, ale nie możemy iść do tej kawiarni. Nie byłem przygotowany na żadne wyjście i nie wziąłem ze sobą pieniędzy. Przykro mi, wiem, że jestem beznadziejny — mówił nawet nie patrząc na zaskoczoną Kathleen, której zrobiło się okropnie głupio. Wiedziała, że temat majątku jest dla Zayna bardzo trudny. Rozumiała to w pełni. Przyciągnęła go do siebie i przytuliła. 
    — Spokojnie, Zayn. Nie jesteś beznadziejny. Pójdźmy na spacer, dobrze? — zaproponowała, wiedząc, że jej towarzysz nigdy by się nie zgodził, aby ona płaciła za niego. Zawstydzony chłopak przystał na jej propozycję.

    Przez pierwsze kilkanaście minut drogi Zayn w ogóle się nie odzywał. Mimo że Kathleen próbowała wielu metod, aby wciągnąć go w rozmowę i zniwelować jego widoczną nienawiść do samego siebie. W końcu zdenerwowana zatrzymała się. Zaskoczony chłopak zrobił to samo. Kathleen przyciągnęła go do siebie za szyję. Byli naprawdę blisko, a ich oczy znajdowały się na tym samym poziomie. Zayn czuł jej miętowy oddech na swoich ustach. Miał wielką ochotę ją pocałować.


    — Słuchaj, Malik. Przestań tak się zachowywać i spędźmy ten czas miło, dobrze? Nie jestem na ciebie zła, bo nie poszliśmy na jakąś głupią herbatę. Dla mnie ważne jest to, że spędzamy ten czas razem, rozumiesz? — powiedziała, patrząc w jego oczy. Z bliska widziała, jak pokrywa lodu z nich topnieje i na wierzch wychodzi Zayn, którego tak uwielbiała. Uśmiechnęła się szeroko i puściła go. Podbudowany chłopak, nie myśląc, złapał Kathleen za rękę. Blondynka była zaskoczona, ale po chwili nieśmiało splotła ich palce razem. Czuła jak idealnie ich dłonie do siebie pasują. Było to uczucie, które przepełniało ją szczęściem. Kathleen uświadomiła sobie, że tak naprawdę nigdy nie była tak szczęśliwa, jak w tamtej chwili. Ten jeden, malutki gest pokazał, że czegoś brakowało w jej życiu. Zawsze była inna niż wszyscy. Rodzice zawsze byli surowi i wierzący. Tak naprawdę Leen nie wiedziała, że jej życie jest inne niż wszystkich. Kiedy była mała, to bawiła się tylko z siostrą. Daisy była jej przyjaciółką, której ufała. Mama powtarzała, że skoro ma siostrę, to niepotrzebni jej inni znajomi, a Kathleen posłuchała. Niestety, posłuchała.

  
    Kathleen było zimno. Szli pod wiatr, a Kath miała na sobie dość cienki płaszczyk. Jeszcze nie zdążyła przygotować się na listopadową pogodę. Jakiś czas temu w Londynie zrobiło się pochmurno, przez co całe miasto poszarzało i stało się smutniejsze. Jednak pogoda nie miała wpływu na nastrój Zayna Malika, który szedł ze swoją przyjaciółką za rękę. Było chłodno, musiał przyznać. Ale wolał zamarznąć niż puścić dłoń Kathleen, która tak cudownie go ogrzewała. Czuł, że godzinami mógłby tak sobie chodzić. Nic go wtedy nie interesowało, tylko Leen, która uśmiechała się do niego uroczo. Pomylił się co do niej. Kiedy pierwszy raz ją ujrzał, pomyślał, że jest bardzo nieśmiałą osobą. Kath okazała się niezwykle silną i odważną osobą. Oczywiście, szczypta nieśmiałości wciąż w niej krążyła. Ale była słabo widoczna i tak naprawdę Zayn czuł się, jak frajer przy tej kobiecie, która potrafiła go zawstydzić. Chyba nigdy tego nie okazał, ale Kathleen Needle zawstydzała go bardzo często.

    Zayn spojrzał na swoją towarzyszkę kątem oka. Tak naprawdę podczas tego spaceru mało ze sobą rozmawiali. Woleli rozkoszować się samą swoją obecnością. Jednak zauważył, że Kathleen zaczęła się trząść. Zatrzymał się i przytulił ją do siebie. Leen nie spodziewała się tego, ale chętnie schroniła się w ramionach bruneta, który oferował jej ogrzanie swoim własnym ciałem.
    — Zobacz, jesteśmy niedaleko mojego domu, możemy pójść się ogrzać i wypić coś ciepłego — szepnął jej do ucha, a jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Zayn uśmiechnął się w jej stronę. Dopiero teraz poczuł jak zimne Kathleen ma ręce. Zrobiło mu się głupio z tego powodu, więc przyśpieszył kroku, aby jak najszybciej dziewczyna mogła się ogrzać.

    Leen z trudem wdrapała się na czwarte piętro po starych, ale zadbanych, kamiennych schodach. Na klatce schodowej czuć było lawendowy zapach płynu do mycia podłóg. Kathleen niemal w podskokach szła ku drzwiom od mieszkania Zayna. Chłopak usłyszał dźwięki krzątania się po kuchni z klatki schodowej. Zatrzymał się na chwilę, zanim nacisnął klamkę. Mama? - pomyślał zaskoczony. Próbował nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak przy Kathleen. Otworzył drzwi i przepuścił zmarzniętą dziewczynę. Kathleen od progu poczuła zapach proszku do pieczenia i truskawek, które tak uwielbiała. Zayn zamknął drzwi i zdjął buty, nie chcąc pobrudzić wysprzątanej podłogi. Delikatnie objął Kathleen, która rozglądała się dookoła. Miał wrażenie, że jej oczy aż błyszczą. Nagle z kuchni wyłoniła się jego mama, która miała na sobie bladoniebieski fartuszek. Kathleen stwierdziła, że nie mogła mieć więcej niż czterdzieści trzy lata. Kobieta była dość niską szatynką o brązowych włosach i, równie pięknych co Zayn, czekoladowych oczach. Zaskoczenie wymalowało się na jej twarzy, kiedy zauważyła syna o tej porze w domu, w dodatku w towarzystwie dziewczyny.
    — W jak najlepszym — mruknął. — Bo ten... Mamo — odkaszlnął i odsunął się od rodzicielki. —Mamo, to Kathleen. Kathleen, to moja mama. Poznajcie się. 
    — Dzień dobry — kobieta podała jej dłoń i uśmiechnęła się ciepło. — Miło cię poznać. Wydaje mi się, że mój syn kilkakrotnie o tobie wspominał — Zayn westchnął zażenowany. Leen cicho zachichotała z zakłopotania bruneta, który skrył twarz w dłoniach.
    — Też miło panią poznać — odpowiedziała blondynka, ściskając jej wyciągniętą dłoń. Posłała jej ciepły uśmiech, który mama Zayna chętnie odwzajemniła. Dlaczego Kathleen od razu poczuła tak ogromną sympatię do tej kobiety?
    — Świetnie trafiliście, macie może ochotę na ciasto z truskawkami i herbatę? — zapytała miękko, otwierając drzwi do małej, skromnej kuchni.
    — Mamy. Kathleen bardzo chętnie napije się czegoś ciepłego, mamo. Jest uzależniona od herbaty — wtrącił Zayn, kładąc rękę na plecach dziewczyny.


~*~

    Kathleen otworzyła Zaynowi drzwi, który na szarej tacy niósł herbatę i kawałki świeżego, pachnącego ciasta. Pokój był taki, jakim go zapamiętała. Nic się nie zmienił przez te kilkanaście dni. Powitało ją wesołe szczekanie Szczeniaka, który zaczął ją obwąchiwać. Szybko ruszał czarnym, małym noskiem. Kathleen pochyliła się i pogładziła pieska po jego sierści koloru złota. Uśmiechnęła się pod nosem. Bardzo polubiła tego zwierzaka. Czuła, że on to odwzajemnia. Zayn zaśmiał się i postawił tacę na swoją szafkę nocną, koloru naturalnego jesionu. Leen usiadła na bladoniebieskim dywanie, aby móc bawić się z pieskiem, który widocznie potrzebował uwagi. Kath delikatnie podrapała go za prawym uchem, a on szczeknął zadowolony. 
    — Ej, stary. Dlaczego zabierasz mi przyjaciółkę, co? — Zayn zwrócił się do Szczeniaka, klękając obok blondynki. Psiak zamerdał ogonem i wrócił do zabawy z dziewczyną. Kompletnie zignorował swojego pana. Wystarczyła chwila, a Zayn został samotny. Pokręcił głową, patrząc jak Kathleen się cieszy. Podobał mu się ten widok. Uśmiechnął się półgębkiem. 
    — Kociaku, herbata nam wystygnie — zaśmiał się cicho, będąc trochę zazdrosnym o tego małego pieska, który widocznie skradł serce blondynki. Leen ostatni raz pogłaskała Szczeniaka po łebku i wstała z dywanu, otrzepując ze spodni niewidzialny pyłek. Wyciągnęła rękę i zabrała ciepłe naczynie. Syknęła cicho, gdy skóra spotkała się z gorącem. Zayn szybko sprzątał rzeczy z łóżka. Kathleen, która czuła się komfortowo w pokoju Zayna, usiadła na podłodze koloru dębu polarnego. Skrzyżowała nogi, tak, aby usiąść po turecku. Brunet rozszerzył oczy ze zdziwienia, ale uśmiechnął się tajemniczo i usiadł z herbatą w ręku obok Kath. Oboje opierali się o łóżko Zayna i w spokoju jedli ciasto, popijając je malinową herbatką, która pachniała pięknie. W całym pokoju unosił się lekki, słodki zapach malin.

    Nic nie mówili. Cisza niestety stawała się trochę niezręczna. Kathleen miała wiele pytań. Wahała się jednak zapytać. Łatwo dotknąć Zayna. Nie chciała popsuć chwili. Dzisiaj było naprawdę miło. Ciszę między nimi przerwał Szczeniak, który zawołany przez mamę Zayna, pobiegł do kuchni przez otwarte drzwi. Był jeszcze mały, więc nic dziwnego, że w biegu ku drzwiom, potknął się o własne łapy i upadł na pyszczek. Kathleen i Zayn zaśmiali się dźwięcznie, patrząc na psa. Brunet popatrzył na Leen, biorąc do ust mały kawałek ciasta. Dziewczyna z buzią pełną jedzenia odwzajemniła ten uśmiech. Zayn przełknął i powiedział: 
    — Opowiedz mi o sobie coś więcej. Może jakieś szczegóły, Kociaku? — zapytał, poruszając swoimi brwiami do góry i na dół. Kathleen odprężyła się, mając świadomość, że nie trwają w głuchej ciszy. Pusty talerzyk po cieście położyła na podłodze, obok siebie. Spojrzała na Zayna ukradkiem, ale ten cały czas wpatrywał się w nią w uśmiechem. 
    — To zależy, o czym chcesz usłyszeć — powiedziała lekko. Czarnowłosy zmarszczył brwi, nie będąc tego świadom. Kath przeszło przez myśl, że pora powiedzieć brunetowi co nieco o swojej rodzinie. Wiedziała, że ten temat musiał go niesamowicie interesować. 
    — Nie o czym. A o kim. O tobie. Wszystko to, czego jeszcze nie wiem. Chcę poznać cię jeszcze lepiej — pogłaskał delikatnie jej dłoń i zabrał rękę. Kathleen spięła się lekko na słowa, które padły z ust bruneta. Westchnęła ciężko i spojrzała prosto w jego tęczówki koloru czekolady. Zawahała się. 
    — Leen, możesz mi ufać — powiedział Zayn, dotykając jej dłoni. Kath posłała mu słaby uśmiech i ścisnęła jego dłoń. Brunet nadal widział w jej oczach lekką niepewność. —Dobra, ja opowiem o swojej rodzinie, a ty o swojej. Dla nas oby nie jest to łatwy temat, więc myślę, że tak będzie najlepiej — uśmiechnął się do niej szeroko, próbując nie dać po sobie poznać, jak bardzo chciał ją pocałować, kiedy patrzyła na niego. Kathleen skinęła głową. 
    — Zawsze myślałam, że u mnie w domu jest normalnie. Nigdy nie miałam przyjaciół, bo mając starszą siostrę, z którą mogłam się bawić, olewałam wszystkich i odrzucałam wszelkie kontakty. Rodzice zawsze wpajali mi, że rodzina jest najważniejsza — mówiła z trudem, głos zaczął jej się trząść, więc Zayn przytulił ją do siebie. — Nigdy nie byłam buntowniczką, wszyscy wokoło mówili, że rodzice wiedzą najlepiej, co dla ich dzieci jest priorytetem. Dlatego zawsze dawałam im wolną rękę. To oni wybierali mi zajęcia, znajomych, ubrania, fryzury. Byłam jak kukiełka, którą mogli sterować. Moja siostra Daisy zawsze była trochę inna. Lubiła być niezależna, a rodzice jej tego nie dawali. Widziałam, jak dusiła się pod ich rygorem. Było mi jej szkoda, że nie znosiła wszystkiego jak ja. No wiesz, dopóki nie zrozumiałam... Wszystko zaostrzyło się w chwili, kiedy Daisy poznała Lucasa. Chłopak z wieloma tatuażami, kolczykami, a moi rodzice gardzili takimi. Potem okazało się, że Lucas bierze narkotyki. Wciągnął w to Daisy, a moi rodzice, zamiast jej pomóc się ogarnąć, wyrzucili ją z domu. Po kilku tygodniach policja przyjechała do naszego domu i powiedziała, że Daisy przedawkowała heroinę i zmarła — Kathleen zapłakała gorzko, wtulając się w Zayna. — Wtedy coś im odbiło. Ubzdurali sobie, że będą się modlić, to ja nie zejdę na złą drogę. Robili problem tam, gdzie go nie było. Wtedy się zaczęło. Ogromna kontrola. Zrobili ze mnie brzydkie kaczątko. No, a potem cię poznałam — uśmiechnęła się przez łzy w stronę Zayna, który mocno ją przytulił. Głowa Kathleen spoczywała na jego klatce piersiowej. Brunet pocałował ją we włosy. 
    — Moja historia będzie mniej drastyczna niż twoja... Nigdy nam się nie przelewało, zawsze ledwo starczało nam od pierwszego do pierwszego. Ojciec pracował jako mechanik w małym warsztacie samochodowym. Kiedy właściciel splajtował, tata przez długi czas nie mógł znaleźć pracy. W końcu poddał się i zaczął zatapiać smutki w alkoholu. Początkowo było niewinnie, ale pije od kilku miesięcy. Nie jest złym człowiekiem, jest zagubiony, a my wszyscy staramy się mu pomóc. Tylko nie myśl stereotypowo, nigdy nas nie bił. Po alkoholu po prostu robi się mało zabawny i sypie głupimi sucharami, a do tego jest potulny jak baranek. Kiedy tata stracił pracę, a mama zaczęła się zaharowywać, biorąc dodatkową pracę, postanowiłem, że i ja muszę jakoś jej pomóc. Udzielam korepetycji i nieźle mi idzie. Poza tym w weekendy pracuję u wujka na stacji benzynowej, aby mieć trochę grosza dla siebie i opłacić część stypendium — skończył, spoglądając na dziewczynę, która miała łzy w oczach. Zayn uśmiechnął się do niej blado. Ich twarze były bardzo blisko siebie. Brunet czuł truskawkowy oddech blondynki, która patrzyła na niego z czułością. Ich usta były blisko siebie, tylko kilka milimetrów. Patrzyli sobie w oczy, przybliżając się do siebie. Kathleen czuła, że zaraz serce wyskoczy jej z piersi. Kiedy dotknęły się ich usta, poczuli, że wszystko jest na swoim miejscu. Dziwne fajerwerki wybuchły w brzuchach. A nieopisana euforia zawładnęła ich ciałami.

~*~

CZEŚĆ, SKARBY!

CHCIAŁAM WAS Z CAŁEGO SWOJEGO SERDUSZKA PRZEPROSIĆ ZA MIESIĘCZNĄ PRZERWĘ!!

STRASZNIE MI GŁUPIO.

TO MOJA WINA, MIAŁAM JAKĄŚ CHOLERNĄ BLOKADĘ TWÓRCZĄ. NIE POTRAFIŁAM NIC NAPISAĆ, NIC. JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM.

Kocham, Agusi.

7 komentarzy:

  1. Nie martw się warto było czekać na taki wspanialy rozdział
    Na ciebie
    Na twoja wenę
    Cieszę się że Kathleen i Zayn tak się ze sobą dogadują
    I ufają sobie
    I pocalowali się
    W końcu 😊
    Życzę weny i do następnego

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowny ten rozdział <3 mam nadzieję, że nn pojawi się szybciej i z weną będzie wszystko ok ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przejmuj się, lepiej późno niż wcale :D
    Rozdział zajebisty i czekam na dalsze losy Leen i Zayna :)
    Pozdro :D
    Adrian

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały! Uwielbiam te rozdziały, w których nie pojawiają się rodzice Kath i jest dużo jej oraz Zayn'a.Tak słoodko się zrobiło pod koniec rozdziału! Po prostu uwielbiam! Pozdrawiam i czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny! :)
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział świetny!
    Nominuję cię do LBA, więcej tutaj:
    http://nocnilowcy.blogspot.com/2015/07/lba_22.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochanie uwielbiam to fanfiction. Rozdział jak zwykle wspaniały. Tak fajnie, miło i romantycznie na końcu. Z niecierpliwoscią czekam na kolejne mam nadzieje równie świetne jak ten rozdziały.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze! To bardzo motywuje i szczególnie kocham czytelników, którzy wyrażają swoja opinię na temat mojej pracy :)