19 wrz 2015

Rozdział XII

   Żyję! Nowy rozdział, mam nadzieję, że się spodoba. Jeżeli to czytacie, proszę, skomentujcie chociażby ,,czytam". Bo boję się, że nikogo już tu nie ma :C

Dla tych, co próbowali pomóc :)
 ***

    Kathleen nie mogła spać tej nocy. Było jej niesamowicie zimno, choć w pokoju było podobno ciepło. Nie rozumiała reakcji swojego organizmu, czuła jakby miała gorączkę. Zastanawiała się, czy esemes Zayna mógł ją doprowadzić do takiego stanu, ale od razu skarciła się w myślach za swoją głupotę. Była przeziębiona przed dostaniem tej pamiętnej wiadomości, ale od chwili jej otrzymania, czuła się o wiele gorzej.
    Dużo myślała tej nocy, analizowała każdą rozmowę, każdą sekundę wspólnego pobytu, każdy drobny gest i każdy pocałunek. Prawie wszędzie znalazła swój błąd, który tak naprawdę błędem nie był. Od tego wszystkiego poczuła się jeszcze gorzej. Z nudów liczyła muchy, które złapały się na lep. Trzydzieści dwie, ale po chwili dołączyła do nich jeszcze jedna, czarna, denerwująca, więc Kathleen rozpoczęła liczenie na nowo. 
    Noc minęła jej na obserwacji pokoju i gwiazd na niebie. W pewnym momencie próbowała nawet
je policzyć, ale było to niemożliwe, więc szybko się poddała. Nie płakała, nie potrafiła. Czuła, że nie miała prawa płakać nad tym, co nie było jej. Zayn dawał jej wielki szczęście, ale nigdy nie należał do Kathleen. Chociaż wiele razy chciała uronić zły, to tego nie zrobiła. Dzięki temu czuła się trochę silniejsza. Wydawało jej się, że da sobie radę z tym wszystkim. Choć naprawdę nie rozumiała, dlaczego Zayn tak nagle urwał kontakt. Może nie była idealna, ale wydawało jej się, że jemu to nie przeszkadza. Widocznie się pomyliła i jego zainteresowanie było tylko litością.
   Zasnęła około szóstej, zmęczona powstrzymywaniem łez, chodzeniem po pokoju bez sensu i gorączką.

*

    Zayn czuł się źle. Był wściekły na siebie i na całe otoczenie. Wiedział, że był głupi, wysyłając takiego esemesa do Kathleen, ale nie mógł tego cofnąć. Myślał, dużo myślał nad tym, czy postąpił dobrze. W głębi duszy wiedział, że tak było, ale nie mógł się pogodzić z tym, że teraz jego rodzina jest bez grosza przy duszy. Nie przyjął pieniędzy. Myślał, dużo myślał nad propozycją ojca Kath, ale nie mógł tego zrobić. Wiedział, że jego rodzina byłaby nim bardzo zawiedziona. Wiedział, że rozczarowałby wszystkich. Wiedział, że jeszcze bardziej zraniłby Leen. Więc dlaczego w ogóle wysłał jej coś takiego? Mógł się tłumaczyć tylko kompletnym roztrzęsieniem, w którym był. Odmawiając przyjęcia pieniędzy, skazał siebie i rodzinę na biedę, z której tylko on mógł ich wyciągnąć. 
    Tego wieczoru wykonał wiele telefonów do ludzi, którzy byli kiedyś zainteresowani pobieraniem u niego korepetycji. Wiedział, że musiał wziąć maksymalną liczbę godzin, na których mógłby trochę zarobić. Na szczęście kilka osób wciąż było zainteresowanych. Jego grafik pękał w szwach. Patrzył przerażony na jego własny kalendarzyk. Ale wiedział, że musi podołać, wiedział, że inaczej skończą na bruku, wiedział, że to jedyny sposób.
    
   *
    Tydzień później. 
20.11.2014 r.
Czwartek

    Kathleen cały tydzień chorowała. Do tego dostała okresu, więc była jeszcze bardziej nieszczęśliwa niż dotychczas. Nie chodziła do szkoły, więc nie widywała Zayna. Dziś było inaczej, ponieważ po raz pierwszy miała wyjść z domu. Ale nie cieszyła się, dzisiejszy dzień był okrutną datą, która przynosiła tylko okropne wspomnienia. Rocznica śmierci jej własnej siostry, którą kochała. Grób odwiedzała tylko dwa razy w roku, nie potrafiła tam być częściej. Wspomnienia od razu atakowały jej głowę i nie potrafiły z niej wyjść. A ona ich nie chciała, nie chciała czuć się źle. Wystarczyło, że od tygodnia nie było z nią najlepiej. A wszystko przez głupiego esemesa. 
   Msza święta za jej świętej pamięci siostrę minęła jej szybko. Może dlatego, że wcale nie słuchała kapłana, tylko pochłonęły ją wspomnienia, którym dzisiaj pozwoliła wyjść na powierzchnię. Mimo że ich nie chciała, pozwoliła im na to. Nie miała wyboru, same przychodziły.
    Na cmentarzu nie potrafiła opanować łez. Razem z mamą płakały cicho nad grobem Daisy, która nigdy do nich nie wróci. Gregory stał nad grobem córki jak zamurowany. Nie płakał, ale w jego oczach widoczny był smutek. Nienawidził tego faktu, że jego córka leży w tym grobie. Czasami wolał myśleć, że ćpa gdzieś w Londynie. Ta myśl często była przyjemniejsza, niż to, że ona nie żyje.     
    Nie był idealnym ojcem, zawsze wymagał wiele, a niewiele dawał. Nie lubił myśleć, że po części sam doprowadził do tej tragedii. I tak żył z poczuciem winy. Dlatego nie chciał dopuścić, aby Kathleen dorosła. Mimo że to już się wydarzyło, wciąż chciał mieć poczucie, że może za nią decydować, że ona mu się nie wymknie i nie zniknie z jego życia jak Daisy. Nie potrafił zaufać żadnemu chłopakowi, który chciał odebrać mu ostatnią córkę. Z tą myślą poszedł wtedy do Malika. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego gówniarz pieniędzy nie przyjął. Były mu potrzebne, wiedział to.Na początku strasznie się wściekał, że nadal będzie miał z nim problem, ale się pomylił. Kathleen od tygodnia chodziła smutna, była strasznie cicha. Na początku myślał, że to przez chorobę, ale teraz wydawało mu się, że stało się coś jeszcze. Był prawie pewny, że chodziło o Zayna Malika. Zaczął myśleć, że wygrał, ale nie sprawiało mu to takiej przyjemności, jak myślał, że będzie. Jego córka zachowywała się jak duch, była blada, jej oczy nie błyszczały i nie odzywała się do nich bez potrzeby. Była jak marionetka, wykonywała tylko polecenia, ale nie dawała nic od siebie. Czuł się źle z tym, że pozbawił ją szczęścia, ale to było dla jej dobra. Dla jej życia. Dla niej.

    Znasz to uczucie, kiedy wysyłasz do kogoś, na którym ci zależy esemesa, że go potrzebujesz, a ta osoba ci nie odpisuje? Kathleen wiedziała, że tak będzie. Wspomnienia o siostrze zlewały się z tymi o Zaynie. Przez tę sytuację czuła wielką potrzebę zrozumienia, dlaczego została odrzucona. Dlaczego nie była dla niego odpowiednia. Chciała usłyszeć nawet najgorszą prawdę, byleby przestać żyć w niepewności. Chciała iść dalej, ale czuła, że sama nie da sobie rady. Co miała robić?
    Nie mogła już dłużej siedzieć w domu, czuła, że dusi się we własnych czterech ścianach. Poprosiła matkę o możliwość wyjścia, bo nie miała ochoty dłużej na wojowanie z nimi. Widocznie tak musiało być, że mieli ją kontrolować do końca jej dni. Jej mama zgodziła się, będąc trochę zaniepokojoną stanem córki.
    Kathleen wyszła z domu i pojechała autobusem do centrum. Chciała pospacerować, ale nie po swoich przedmieściach, tylko wśród ludzi, aby nie odczuwać tak dotkliwie samotności. Bała się też, że jak będzie sama, to coś głupiego przyjdzie jej do głowy. Nie wiedziała nawet jak, ale nogi same ją zaniosły pod kawiarnię z okropnym wystrojem. Cały czas spacerowała z nosem w szaliku, ponieważ na dworze było dość zimno. Nic dziwnego, była końcówka listopada. Weszła do środka, rozkoszując się ciepłem, które tam panowało. Nie patrzyła na ludzi tam zgromadzonych, uważała, że straszyła wyglądem. Zamówiła ciastko, usiadła przy stoliku i rozebrała się z płaszcza i grubego szalika. Dłonią okiełznała rozczochrane włosy, aby bardziej przypominać człowieka. 
     Kiedy pulchna, ruda kelnerka w szarym uniformie, przyniosła jej zamówienie, blondynka dopiero zebrała się na odwagę, by rozejrzeć się po pomieszczeniu. Jej uwagę zwróciły śmiechy, dochodzące z rogu kawiarni, a konkretnie ze stolika, przy którym zawsze siedziała z Zaynem. Nie zwracając uwagi na puszysty sernik, który zamówiła, odwróciła się, kierując wzrok w tamtą stronę. To, co zobaczyła, zamurowała ją. Przy „ich” stoliku siedział Zayn z Res. Tą Res, która kiedyś pomogła jej w swojej małej, ubraniowej przemianie. Kathleen nie widziała dokładnie, co robią, ale obaj byli lekko uśmiechnięci i Zayn wydawał się jej coś tłumaczyć. Czując nagłą wściekłość, zerwała się na nogi, biorąc swoje rzeczy i wychodząc z 
kawiarni. 

„Napisałam mu, że go potrzebuje, a on wolał przesiadywać z nią w naszej kawiarni, przy naszym stoliku”

    Zmęczony, udając radość, próbował wytłumaczyć Res fizykę. Nie wychodziło, ponieważ dziewczyna cały czas śmiała się, mówiąc, że nic nie rozumie. Zayn już od tygodnia, zaraz po szkole dawał korepetycje dla dzieciaków w różnym wieku. Pewnego dnia Res upomniała się w esemesie o obiecaną kawę za uratowanie pobitego Zayna. Wspomniała również, że musi znaleźć korepetytora, bo nie ogarnia fizyki i pytała się Zayna, czy jakiegoś nie zna. Malik mimo pełnego grafiku wygospodarował dla dość bogatej dziewczyny godzinę na korepetycje. Mimo że Zayn naprawdę się starał i pracował codziennie aż do dwudziestej drugiej, to i tak ich sytuacja finansowa była, delikatnie mówiąc, zła. Jego mama wciąż nie mogła znaleźć pracy, a ojciec, kiedy się o tym dowiedział, zaczął pić jeszcze więcej. Był bardzo przemęczony, ale nie dawał za wygraną. Udało mu się spłacić zaległą ratę za wodę i prąd, a teraz zbierał pieniądze na opłatę mieszkania, z którą zalegali. Wiedział, że długo tak nie pociągnie. Zaczął mieć pierwsze kłopoty w szkole. Po tym, jak nie miał czasu na naukę, dostał parę jedynek, a na lekcjach czasami zasypiał. Ale nie chciał narzekać. Wystarczy, że słyszał nocami płacz siostry i matki. To dawało mu namiastkę energii. 
    Zaczął pić naprawdę dużo kawy, aby jakoś funkcjonować. Schudł, nie jedząc częstych posiłków. Ale nie narzekał, przynajmniej próbował. Wiedział, że sam się na to skazał. Tylko bał się, bał się o jutro, o przyszłość. Bał się, że niedługo nie będzie miał dokąd wracać, że straci dach nad głową.

***
Dobra, dobra! Niesprawdzony, bo pisany na szybko, kierowany nowym pomysłem! Nie wiem czy wróciłam, ale wiecie co? Mam pomysł! Wydaje się całkiem fajny :D Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tu jest. Wiem, nawaliłam, ale nie poddam się!

9 komentarzy:

  1. Czytam :)
    I przyznaje, że zajebisty :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdzial
    Zobaczyliśmy takie dwa (a raczej trzy bo jeszcze ojciec Leen) zdania różnych osób na temat sytuacji
    Wiem ze Zaynowi jest trudno ale gdyby nie odrzucal Kath to ona by mu pomogła
    A teraz ona czuje sie oszukana,wygląda jak duch 👻
    Ta sytuacja jest smutna,mam nadzieje ze w następnym sie wszystko ułoży ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo smutny i bardzo ciekawy. Mam nadzieję, że rodzice Kath niedługo się o pamiętają.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak dlugo czekałam i się doczekałam!! Dllaczego tak długo cię nie było?

    OdpowiedzUsuń
  5. CZYTAM! I CZEKAM NA NASTĘPNY ♥♥♥
    /Paulina♥

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze! To bardzo motywuje i szczególnie kocham czytelników, którzy wyrażają swoja opinię na temat mojej pracy :)