16 paź 2015

Rozdział XIII

Mogą wystąpić nieścisłości związane z przerwą świąteczną w Anglii. Tu użyłam tego, jak jest w Polsce. Imię taty Zayna umyślnie zmieniłam na Jaspera :) Miłego czytania.

    Kathleeen obracała gorący kubek z herbatą w swoich dłoniach, siedząc w salonie i oglądając telewizję. Zaczęła się przerwa świąteczna, był w końcu już dwudziesty grudnia. Londyn opanowały poranne przymrozki. Kath nie lubiła zimy, chłód bardzo jej doskwierał. Zawsze szybko się wychładzała. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak ludzie mogą wytrzymać przy bardzo niskich temperaturach. Zawsze marzyła, aby mieszkać gdzieś, gdzie cały rok jest ciepło i słonecznie. Marzyła jej się Kalifornia. Mogłaby tam studiować i leżeć na plaży. Dobrze, że za marzenia nie karzą.
   
    Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak chwila może zmienić życie. Jedna sekunda, jedno słowo, jeden gest może zburzyć ten skrupulatnie przez nas budowany ład. Często dowiadują się tego po fakcie, kiedy jest już za późno. I wtedy wszystko się sypie, problemy zostają zrzucone na ich barki i nie możesz sobie z nimi poradzić.
     Jasper przekręcił się na sofie. Teraz leżał na plecach i patrzył się w szarobiały sufit. Alkohol krążył w jego krwi, powodując lekkie zawroty w głowie. Pusta butelka po tanim winie firmy „Witek” leżała na stoliku. Mężczyzna przygryzł wargę i wciąż usilnie wpatrywał się błyszczącymi, brązowymi tęczówkami w sufit. Po kilku minutach jednak wstał, przeklinając samego siebie, że drugą butelkę zostawił w małej kuchni. Chwiejnym krokiem, podpierając się mebli i podśpiewują sobie pod nosem najnowszą piosenkę Beyonce, którą usłyszał w radio, poszedł do kuchni. Właśnie otwierał butelkę, kiedy usłyszał trzask drzwi wejściowych i czyjeś kroki. Automatycznie spojrzał na zegarek, uświadamiając sobie, że nikogo nie powinno być w domu o tej porze. Szybko jednak przekonał się, kim był ta osoba.
    Zayn wpadł do domu i szybko zatrzasnął za sobą drzwi. Pośpiesznym krokiem szedł w stronę swojego pokoju, skąd musiał wziąć materiały, o których zapomniał. Dwudziesty czwarty grudnia nie był dla niego dniem szczególnym, on i jego rodzina nie obchodzili świąt. Zawsze jedynie dawali sobie jakiś skromny upominek, siedząc w noc wigilijną przy telewizorze. Ale to miało wydarzyć się dopiero za cztery dni.
    Mimo wszechobecnego zawirowania przedświątecznego chrześcijan, Zayn nawet cztery dni przed wigilią miał udzielić korepetycji. Było to dla niego szczególnie ważne, bo mimo wszystko chciał kupić coś skromnego rodzinie. Od czasu, kiedy jego mama straciła pracę, wszystko się posypało. Początkowo wyrabiał się, godząc pracę i szkołę, ale później nic nie szło dobrze. Jego uczniowie zaczęli odchodzić, ze względu na późne godziny jego dyspozycji, więc zaczął zrywać się z lekcji. Byli to o tyle cenni uczniowie, że płacili mu spore pieniądze za swoją wiedzę. A on musiał je zdobywać, nauka zeszła na drugi plan.
     Nauczyciele starali się nie zwracać uwagi na wiecznie zaspanego, spóźniającego się Zayna. Darzyli go ogromną sympatią, ale nie mogli już dłużej tolerować jego zachowania. W końcu trafił do dyrektora. Ze spuchniętymi oczami, które za wszelką cenę chciały złapać, choć małą drzemkę. Pamiętał doskonale jego spojrzenie, kiedy pojawił się w gabinecie, jego poczucie wyższości.

Wszedł do gabinetu dyrektora. Ściany były przyjemnie beżowe, a biała wykładzina świetnie z nimi współgrała. Na środku stało duże biurko, na którym leżało wiele teczek i papierów. Zayn niepewnie odchrząknął. Gregory Needle odwrócił się na swoim czarnym fotelu w jego stronę. Wydawał się zaskoczony, ale skinął głową na krzesło, stojące po drugiej stronie biurka. Zayn usiadł, a ojciec Kathleen wziął do ręki jedną z teczek i otworzył ją. Wyciągnął jakąś kartkę i przeczytał na głos:
„Notoryczne spóźnienia, brak uwagi na lekcji, nieprzygotowania, spanie w czasie zajęć, bardzo słabe stopnie”. Malik położył rękę na szyi i potarł ją. Nie mógł patrzeć dyrektorowi w oczy.
    — Niech nie będzie pan tym zdziwiony — powiedział, patrząc w dół. Gregory Needle uniósł brwi w zaskoczeniu. Zayn w końcu odważył się na niego spojrzeć, posłał mu kpiący uśmieszek.
    — Wiem, że najchętniej by mnie pan od razu wyrzucił, ale muszę dostać dwa ostrzeżenia — zaszydził. Dyrektor zrobił kwaśną minę. Oparł łokcie na biurku, a głowę na dłoniach, zaciśniętych w pięści i powiedział:
    — Posłuchaj, Zayn. Jeżeli nie zmienisz swojego zachowania, to będę zobowiązany wyrzucić cię ze szkoły. Przecież podobno edukacja była dla ciebie niezmiernie ważna, co ci odbiło? Mogłeś wziąć kasę i być szczęśliwym nastolatkiem, a tak to masz same problemy — uśmiechnął się krzywo, posyłając mu pełnie niezrozumienia spojrzenie. Nie wiedział, dlaczego ten młody chłopak skazał swoją rodzinę na biedę, skoro i tak z tego nie nic nie miał. Nie wiedział dlaczego, ale zrobiło mu się go szkoda. Żal mu było patrzeć jak jeden z najlepszych uczniów się stacza. Może uczucie było spowodowane jego niespełnionym marzeniu o posiadaniu syna? Nie wiedział. 

     Początkowo go nie zauważył, był strasznie rozkojarzony przez małe dawki snu, które dostarczał organizmowi. Ale kiedy wracał ze swojego pokoju z potrzebnymi materiałami, to zobaczył go. Podpitego, opartego o framugę i wpatrującego się w niego ze zdziwieniem. Zayn pierwszy raz w życiu poczuł taką złość do ojca. Emocje w nim buchały, nie mógł wytrzymać. Patrząc na niego, przypominało mu się wszystko. Łzy matki i siostry, kiedy widziały go pijanego i te wszystkie gorzkie słowa, które wypowiadał. Miał ochotę rzucić się na niego z pięściami, aby wyładować swoją frustrację. 
    Jasper uśmiechnął się do niego krzywo i powiedział:
    — Nie powinieneś być teraz w szkole, Zayn? — nastolatek poczuł, że krew mu się gotuje, ale jednocześnie jakby dostał policzek w twarz. Kiedyś ojciec był dla niego autorytetem, kimś na kim mógł się wzorować, człowiekiem, którym chciałby być w przyszłości. A teraz? Spojrzał na Jaspera ze łzami w oczach, nie chciał wychodzić na ciotę, ale to wszystko go przerastało. Ta cała odpowiedzialność to za dużo na nastoletnie barki.
    — Jak zapewnisz nam pewny dach nad głową i ciepły obiad raz dziennie, to będę chodził do szkoły — prychnął i wyszedł z mieszkania. Starał się nie rozpłakać, ale coraz trudniej mu było powstrzymać łzy. Czuł, że jest w tym wszystkim sam, nie miał osoby, z którą mógłby to wszystko omówić. Próbował z mamą, ale ona ciągle tylko go przepraszała i płakała. Zaczął się o nią bać. Idąc na korepetycje, myślał o pewnej blondynce, z którą tak bardzo chciałby teraz porozmawiać.

    Wigilijny poranek był pierwszym od dawna, który Zayn przespał. Obudził się po południu wypoczęty jak nigdy. Przeciągnął się na łóżku i wstał. Szczeniak spał na pościelonym łóżku siostry Zayna. Uśmiechnął się na ten widok. Piękny dzień, który Zayn chciał spędzić z rodziną i kochanym zwierzakiem. 
    Była godzina piętnasta, kiedy Zayn szedł ze sklepu papierniczego, bo zabrakło mu papieru prezentowego, aby zapakować prezent dla siostry. Być może słowo „prezent to za duże słowo, ale na pewno były to upominki. 
    Idąc ulicą, Zayn rozglądał się na boki. Odpoczywał, wiedząc, że nie musi dzisiaj nigdzie iść i kogoś uczyć. To było piękne uczucie, nie posiadać obowiązków przynajmniej przez jeden dzień. Zamyślony nie zauważył młodej kobiety, którą prawie przewrócił. Szybko przeprosił, ale jego wzrok skupił się na czymś innym, a niżeli na brązowowłosej kobiecie w czerwonym płaszczu. Kwiaciarnia, z której zawsze wysłał kwiaty dla Kathleen. Pracowały tam starsze panie, który były bardzo miłe i jeden facet, który bukiety dostarczał. Wspomnienia uderzyły w niego ze zdwojoną siłą, poczuł jak pięść, zgniata mu serce.

    Wigilia, jak wiadomo, jest dla chrześcijanina świętem niezwykłym. Nawet Kathleen, która często odczuwała niechęć do wiary, uwielbiała to święto i panującą w jego czasie atmosferę. Piękna choinka, potrawy wigilijne, kolędnicy, sama myśl o tym sprawiła, że Kathleen czuła się tego dnia szczęśliwa. Jej rodzice stali się w ostatnim czasie mniej dokuczliwi i krytyczni, co sprawiało, że atmosfera w domu nie była aż taka okropna. Co prawda nadal musiała się wystrzegać użycia kubka ojca, który służył do picia wody mineralnej albo widelców należących do jej matki, ale zdążyła do tego przywyknąć, że każdy w tym domu ma określony przedmiot do własnego użytku. 
    Kath miała na sobie śliczną, czerwoną, rozkloszowaną sukienkę, którą kupili jej rodzice specjalnie na tę okazję. Ostatnio zaczęli kupować to, co się jej podobało, co bardzo ją cieszyło, bo miała teraz naprawdę fajne rzeczy. Matka zawsze powtarzała jej, że w wigilijną kolację powinno się wyglądać dobrze. Uwielbiała to święto, ale miało ono też negatywne strony. W ten dzień, siadając do wigilijnego stołu, przypominamy sobie o członkach rodziny, których już z nami nie ma. Kathleen zawsze nakrywając do stołu, przygotowywała dwa dodatkowe nakrycia. Jedno, zgodnie z tradycją, dla przybysza, a drugie dla zmarłej siostry, której czuła obecność przy wigilijnym stole.
    Pojawiła się pierwsza gwiazda na niebie, którą wypatrywała Kathleen z zapartym tchem. Wiedziała, że zachowuje się jak mała dziewczynka, ale nie przeszkadzało jej to. W chwili, kiedy miała zasiąść z rodzicami do stołu, rozległ się dźwięk dzwonka. Leen poszła otworzyć. Zobaczyła mężczyznę z kwiatami w dłoniach. Widok bardzo ją zdziwił. Po chwili uświadomiła sobie jakie to kwiaty. Beżowe róże.

6 komentarzy:

  1. cudowny <3 mam nadzieję, że nn pojawi się szybciej :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jednak Zayn wysłał jej te kwiaty! Mam nadzieję, że ich ojcowie się w końcu ogarną i wszystko skończy się dobrze. Pozdrawiam i czekam na następny. :*

    OdpowiedzUsuń
  3. "I don't like it, i love it"! :D
    Adrian :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przypadkiem odkrywając tego bloga nie sądziłam, że to opowiadanie będzie takie wspaniałe :D Właśnie przeczytałam wszystkie rozdziały! Genialne, świetne :D Wciągająca historia :* Już to uwielbiam <33333 <333 <3333
    Beżowe róże aww.. :3 Mam nadzieje, że wszystko sie im ułoży ;)
    Od dziś jestem stałą czytelniczką i mam nadzieje, że szybko dodasz nowy rozdział :* Czekam z niecierpliwością na next'a! :D

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze! To bardzo motywuje i szczególnie kocham czytelników, którzy wyrażają swoja opinię na temat mojej pracy :)