13 lis 2015

Rozdział XIV

    Za ewentualne błędy przepraszam, blogger dzisiaj nie współpracuje :c
~*~


    Kathleen leżała na swoim łóżku, słuchając Eda Sheerana, którego była wielką fanką. Czysty głos i dźwięki gitary uspokajały ją. Zamknęła oczy i wsłuchiwała się w melodię. 
    W pewnej chwili piosenkę przerwał krótki, ale dość głośny, dźwięk przychodzącej wiadomości. Zaskoczona Kathleen wzięła do rąk urządzenie i odblokowała je. Wielki uśmiech pojawił się na jej twarzy, kiedy zobaczyła od kogo dostała esemesa.

„Hej Leen. Masz może ochotę na spotkanie? W naszej kawiarni o siedemnastej? :)

    O mało serce nie wyskoczyło jej z piersi, widząc tę wiadomość. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak głupio uśmiechała się do telefonu. Odczekała pięć minut, a następnie odpisała z radością, wypisaną na twarzy.


 W porządku. Przyjadę taksówką”.

    Może zabrzmiało to niemiło, ale nie chciała wyjść na desperatkę, która tylko czekała, aż chłopak do niej napisze. Trochę godności — pomyślała. W końcu to on mnie olał, więc nie muszę być jakoś bardzo wylewna — dodała w myślach, mając na twarzy mały uśmieszek.
    Ubrana w swoje nowe ciuchy zaczęła zakładać buty. Zaaferowana swoimi nowymi kozakami nie zauważyła nawet, że ojciec przypatrywał jej się badawczym wzrokiem. Przestraszyła się, kiedy z płaszczem w ręku odwróciła się i napotkała jego wzrok. Lekko podskoczyła, a potem położyła rękę na sercu.
    — Chcesz żebym dostała zawału? zapytała, zakładając beżowy płaszczyk na siebie, bo na zewnątrz było zimno. Gregory Needle spojrzał na nią badawczym wzrokiem. Potem tylko zerknął na zegarek, znajdujący się na lewej ręce.
    — Nie, ale chciałbym dowiedzieć się, gdzie się wybierasz spojrzał na nią wzrokiem, który budził w niej lekki strach. Co prawda, jej relacje z rodzicami nieco się poprawiły od ostatniego czasu, ale wciąż nie były to ciepłe stosunki rodzinne. Uśmiechnęła się do niego niepewnie. 
    — Chyba znasz odpowiedź na to pytanie stwierdziła nieśmiało. Miała dość okłamywania rodziców, przysparzało jej to tylko kłopotów. Od teraz chciała być w większości sytuacji szczera, nawet jeżeli mieli zamiar się na nią wściekać. Czas bez Zayna uświadomił jej, jak bardzo jej życie zmieniło się, odkąd ona zechciała coś w nim zmienić. Teraz widziała, jaka głupia była, kłócąc się bezsensu z rodzicami. Chciała zacząć być bardziej niezależna, bo czuła się na to gotowa. Czuła, że potrafiła pokazać rodzicom, że jest już pełnoletnia. Czuła, że potrafi im pokazać, że dojrzała.
    — Chyba nie idziesz do Zayna? Mówiłem ci, że nie zamierzam tolerować... Gregory patrzył na nią karcącym wzrokiem, ale ona spojrzała na niego z poważną miną.
    — A ja mówiłam, że zamierzam się z nim spotkać, tato. Dawno się nie widzieliśmy. Wychodzę, myślę, że będę koło dwudziestej pierwszej spostrzegła tylko jego wytrzeszczone oczy i otwartą buzię, zanim wyszła z mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Gregory Needle był w szoku. Jego córka była taka.. zdecydowana. Wyglądała w tamtej chwili jak on. Nieprzyjmująca do wiadomości odmowy, zdecydowana i niesamowicie poważna. Aż nikły uśmiech pojawił się na jego twarzy. Stał jeszcze chwilę w przedsionku, wyglądając przez okno.
    Całe życie mieszkała w Londynie, a nadal nie nauczyła się brać ze sobą parasolki. Co prawda, taksówka dowiozła ją niemal pod samą kawiarnię, ale i tak trochę zmokła. Wchodząc do pomieszczenia, odgarnęła swoje, rozwiane wiatrem, blond włosy, które teraz sterczały w każdą stronę. Jej błękitne tęczówki skierowały się na stolik, przy którym siedział Zayn. Kawiarnia była prawie pusta. Oprócz obsługi i staruszka z długą, białą brodą, który czytał gazetę przy stoliku w kącie. Uśmiechnęła się lekko, kiedy Zayn zauważył jej obecność. Od razu skierowała się w jego stronę. Zaczęła czuć się trochę niepewnie, bo dawno się z nim nie widziała. Usiadła na krześle naprzeciwko niego. 
    Zamówiłem za ciebie, mam nadzieję, że się nie gniewasz powiedział, patrząc na Kathleen. Blondynka znowu poprawiła swoje włosy, a następnie zdjęła swój płaszcz i powiesiła na oparciu krzesła. 
    Nie, w porządku - powiedziała, zaczynając czuć się trochę niezręcznie. Zebrała się w sobie i spojrzała mu w oczy. Patrzył na nią. Jego duże, brązowe oczy wpatrywały się w jej niebieskie.
    Jak w szkole? wyrzuciła z siebie, nie mogąc wpaść na lepszy temat. Zrobiło jej się trochę głupio, że zaczęła rozmowę od tak banalnego tematu, ale czuła, że jak ona tego nie zrobi, to będą siedzieć w tej ciszy całe spotkanie. Zayn poruszył się trochę na krześle i potarł dłonią swój kark. Leen nie mogła nie zauważyć, że trochę spiął się przez to pytanie
    — Ech, jest.. dobrze powiedział zdawkowo z lekkim zawahaniem się w głosie. Od razu to wyczuła, ale naprawdę nie chciała się o to czepiać. Poza tym wyglądał na bardzo zagubionego i, cholera, nadal przystojnego. Tym razem postanowiła odpuścić, ale obiecała sobie, że potem z nim o tym porozmawia. Chciała odbudować trochę ich relację, a potem próbować popytać, co się dzieje.
    — Umm.. to fajnie, a co ze Szczeniakiem? zapytała, czując się bardziej niezręcznie niż kilka minut temu. Malik widocznie się rozluźnił, a na jego twarzy pojawił się chłopięcy uśmiech, który Leen tak bardzo uwielbiała.
    — Szczeniak, jak to mały pies, sika, gryzie i próbuje nas nabierać na te swoje śliczne oczka zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. Cieszę się, że mogliśmy trochę rozluźnić atmosferę. 
    Kończyłam herbatę z mlekiem, kiedy zaczęły mnie nawiedzać myśli o Des. Jest dziewczyną Zayna? myślała, nie mogąc się powstrzymać, aby o nią nie zapytać.
    — Des jest twoją dziewczyną? — zapytała prosto z mostu. Widziała, jak na jego twarzy ukazuje się lekki szok. Chłopak podrapał się po karku i spojrzał na Leen niezręcznie.
    — Nie, dlaczego tak myślisz? Kathleen nie potrafiła mu kłamać prosto w oczy, z resztą była ciekawa tej całej sytuacji i naprawdę miała dość bycia tchórzem. Dlatego wzięła głęboki oddech i powiedziała:
    — No cóż, kiedy mnie olałeś, choć naprawdę cię potrzebowałam, to ty siedziałeś z nią w kawiarni no i tak sobie pomyślałam o tym. 
    Zayn przygryzł wargę i odwrócił wzrok. Chyba poczuł się naprawdę głupi, kiedy mu to wypomniała. No cóż, znów zrobiło się niezręcznie.
    —   Kathleen, ja.. chciałbym cię bardzo przeprosić, ale nie mogę ci powiedzieć, co się stało. Ale wiedz, że ty nic nie zrobiłaś i nie jest to twoją winą. A mnie i Des nic nie łączy, naprawdę.

    Wolne się skończyło i Kathleen musiała wrócić do szkoły. Nie była za bardzo zadowolona z porannego wstawania, które było nieuniknione. Szkoła już nie była dla niej taką katorgą. Harry ostatnio bardzo się uspokoił, bo podobno dostał porządną burę od swojego ojca, za wyśmiewanie się z córki jego wspólnika. 
    Jednak nadal nie było tam cudownie. Codziennie spotykała się z krzywymi spojrzeniami, plotkami, ale nie było to już tak nasilone. Wszyscy się już przyzwyczaili do jej normalnego wyglądu. Załapała nawet kontakt z dwoma dziewczynami z młodszej klasy, więc gdy Zayna nie było, miała z kim spędzać czas.
    Tego dnia również nie pojawił się w szkole. Kathleen czekała na niego przy szafce jak zawsze.. Leen poczuła się zawiedziona, ale grzecznie poszła na biologię. Siedząc na lekcji, poczuła złość, bo pogodziła się z chłopakiem, a ten nie poinformował, że go nie będzie. Nie miał tego obowiązku, ale zawsze to robił i Kathleen czuła, że miała prawo być na niego zła. 
               Martwiła się również o jego frekwencję i oceny. Słyszała, że Zayn wylądował ostatnio na dywaniku, nie chodzi na lekcje i stopnie krytycznie poszły mu w dół. Leen była gotowa nakrzyczeć na mulata i powiedzieć mu, jak bardzo głupi jest, zaniedbując szkołę, ale nie wiedziała, co było tego powodem. A nie chciała wyjść na idiotkę, jeżeli to coś poważnego. Jej celem była pomoc, naprawdę chciała mu pomóc, pomóc z całego serca.

    Zayn, jak codziennie rano przed szkołą, poszedł wyciągnąć korespondencję ze skrzynki. Był całkiem pozytywnie nastawiony tego dnia. Jego mama została zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną i Zayn trzymał kciuki ze wszystkich sił za jej pozytywny przebieg, a jego tata pił trochę mniej niż zawsze, co napawało go dumą. 
    Zayn zmarszczył nos, widząc list od adwokata właściciela mieszkania, które wynajmują. Drżącymi rękoma otworzył kopertę i przeczytał słowa, które zostały w jego pamięci: Ostateczne wezwanie do zapłaty, eksmisja.
    Nie umiał powstrzymać płaczu, widząc list, który pokazywał, że jego starania były niewystarczające. Nie wiedział, co stało się z pieniędzmi, które dawał mamie na opłatę mieszkania. Zaczął myśleć, że jest beznadziejny, bezużyteczny i zbyt słaby. 
    Po chwili załamania przyszedł czas na plan. Zayn bardzo szybko go opracował, choć kosztowało go to wiele. Wiedział, że musiał rzucić szkołę i poświęcić czas na pracę, bardzo dużo czasu na pracę.

3 komentarze:

  1. Cudowny choć smutny </3 mam nadzieję, że szybko pojawi się nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko nie to! Biedny Zayn, ciekawe co teraz zrobi? Mam nadzieję, że wszystko się ułoży niedługo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh biedny Zayn, jak ja mu współczuje :'( Mam nadzieje, że wszystko sie ułoży i że Leen sie dowie o wszystkim :/ Także jestem dumna z Kathleen, że postawiła sie ojcu ;) Rozdział cudo, mega wow! Wspaniały :D Pierwszy raz spotkałam sie z takim opowiadaniem (a czytam ich bardzo duużo) Jest inne, jest świetne wręcz fenomenalne :3 Wielki szacunek dla autorki :* Życze dużo weny, buziaki :* I czekam z niecierpliwością na next'a! :D

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze! To bardzo motywuje i szczególnie kocham czytelników, którzy wyrażają swoja opinię na temat mojej pracy :)