5 gru 2015

Rozdział XV

Przepraszam za tę czcionkę, ale blogger nie współpracuje i nie mogę tego naprawić! 


     Kathleen szła wolnym krokiem w stronę swojej szkolnej szafki.  Przyzwyczaiła się już do wzroku wszystkich na swojej osobie, więc nawet nie zwracała na to uwagi. Nie tylko ona miała opory, aby przyjść do szkoły w nowym roku. 
    Minęło dokładnie osiem dni od jej ostatniego kontaktu z Zaynem. Chłopak znowu przestał odpowiadać na esemesy, co bardzo ją zirytowało. Przestawała mieć powoli nadzieję, że cokolwiek w ich relacji się zmieni. Była już zmęczona ciągłym lataniem za tym chłopakiem i powoli zaczęła sobie odpuszczać. To było jedno z jej postanowień noworocznych.

Przestanę tak zabiegać o Zayna, skoro ten mnie olewa.

Inne zakładały wyjście spod kontroli rodziców, pójście na imprezę i pójście na prawo jazdy. Na ustach Leen zawsze pojawiał się uśmiech, kiedy myślała o tym, co sobie obrała za cel. 
     Tego dnia, piątego stycznia, miała ochotę powiedzieć w szkole Zaynowi, co myśli o jego zachowaniu, o tym, że czuje się źle, bo jest ignorowana. Nie chciała też, co prawda, aby Zayn był z nią dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie zakładała również ograniczania go w jakiś sposób, ale chciała, aby odpowiedział jej na esemesa. Chciała, aby, gdy jest zajęty, powiedział to. Chciała być uczestniczką jego życia i, cholera, nawet jakby on nie czuł tego samego, była gotowa mu to powiedzieć. Nie mogła czekać, może dlatego, że nie czuła się na siłach. Zaczął się nowy rok. Marzyła o zmianach i o wprowadzeniu ich w życie.

    Nauczycielka angielskiego, pani Lincoln, która była wychowawczynią Zayna zachowywała się na dzisiejszej lekcji trochę dziwnie. Kathleen zauważyła, jak bardzo chaotyczne zdania wypływały z jej ust. Nie potrafiła skupić się na paplaninie nauczycielki. Zgadywała, czy telefon, przez który rozmawiała nauczycielka angielskiego przed lekcją, miał coś z tym wspólnego. Inne zachowania także niepokoiły ją i całą klasę. Wychowawczyni nie zrobiła zapowiedzianej kartkówki, która miała być ważna. Kathleen pomyślała, że pani Lincoln zwariowała, ale postanowiła się tym nie przejmować, to nie była jej sprawa.
    
    Mijały kolejne lekcje, a Kathleen była coraz bardziej zirytowana zachowaniem Zayna. Nie potrafiła wyjaśnić dlaczego, chyba, dlatego że martwiła się o niego. Strach był jej największym wrogiem, ale w jej przypadku dość szybko potrafił się zmienić w irytację, a następnie złość. Trzęsły jej się ręce i nie potrafiła uspokoić swoich nerwów. Ciężko było jej usiedzieć w ławce, a na przerwach snuła się jak cień, nie mając co robić. 
  Kiedy lekcje się skończyły, Kathleen postanowiła, że pojedzie do domu Malika, nie chciała być aż tak nachalna, ale postawiła sobie za cel dowiedzieć się, o co chodzi Zaynowi Malikowi. I chciała to zrobić, naprawdę. Dlatego zaraz po dzwonku wysłała do swojego ojca esemesa, aby ten na nią nie czekał i poszła się ubrać. W międzyczasie zadzwoniła po taksówkę, która miała ją zawieść na miejsce. 
    
    Zirytowana czekała na pojazd, który miał się za kilka chwil pojawić. Było jej zimno i nawet jej nagromadzona złość dostatecznie jej nie ogrzewała. Po kilku minutach taksówka pojawiła się, a dziewczyna mogła spokojnie do niej wsiąść. Ciepłe powietrze i spokojna klasyczna muzyka sprawiały, że Kathleen się uspakajała. Za kierownicą siedziczarnoskóry mężczyzna w średnim wieku. Leen posłała mu delikatny uśmiech, nadal próbując opanować nerwy.
    Weszła po schodach i stanęła przed drzwiami, które prowadziły do mieszkania Malików. Zapukała kilkukrotnie i czekała ktoś otworzy jej wejście. Powtórzyła tę czynność, ale drzwi wciąż pozostawały zamknięte. Pewnie kiedyś odpuściłaby sobie, ale dzisiejszego dnia nie miała na to ochoty. Usiadła na schodach i czekała.
    Mijały sekundy, minuty, godziny, Kathleen zmarzła niesamowicie, siedząc na zimnych schodach. Czekała już dobre dwie godziny. W tym czasie zdążyła przejrzeć wszystkie portale społecznościowe, na których miała konta, sprawdzić, czy Zayn jej odpisał, przejść kilka rund w swojej ulubionej grze. Kilka razy spotkała ludzi na klatce, który krzywo na nią patrzyli. Pewnie zastanawiali się, dlaczego ta idiotka siedzi pod drzwiami. Och, Kathleen miała powoli dość oczekiwania. 
    Wybiła już trzecia godzina oczekiwania. Leen miała poważne wątpliwości, czy kiedykolwiek ktoś przyjdzie do tego cholernego domu. Musiała wstać, aby rozprostować kości, ponieważ od siedzenia w miejscu strasznie zdrętwiała. Już nie mówiąc o tym, że było jej zimno. Usłyszała czyjeś kroki na schodach, ale zrezygnowana myślała, że to na pewno nie był ktoś z rodziny Zayna. 
    Na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech, kiedy zauważyła Alię, siostrę Zayna. Dziewczyna posłała jej zdziwione spojrzenie, zauważając ją, stojącą nieopodal drzwi swojego mieszkania. 
    — Hej, Kathleen. Co ty tu robisz? zapytała, szukając w torebce kluczy od domu. Dość szybko je odnalazła i otworzyła drzwi, wpuszczając gościa. Kathleen ochoczo weszła do środka, czując dużo cieplejsze wnętrze niż klatka schodowa.
    — Tak właściwie to czekam na Zayna, nie wiesz może, kiedy wróci?  Leen spojrzała na siostrę czarnowłosego, która właśnie ściągała swoją grubą, szarą kurtkę. Kathleen również pozbyła się swojego płaszcza i butów.
    — Nie mam pojęcia. Często wraca bardzo późno, ale dzisiaj jest poniedziałek. Tego dnia tygodnia przyjeżdża trochę szybciej powiedziała, patrząc na zmarzniętą koleżankę. Zaprosiła ją do kuchni i zaoferowała gorącą herbatę. Kathleen przystała na tę propozycję. 
    Rozmowa z Alią szła gładko, Leen bardzo dobrze czuła się w jej towarzystwie. Jednak siostra Zayna nie dała jej żadnych wskazówek, które powiedziałyby, dlaczego jej brat tak się zachowuje. Kath była tym trochę zasmucona, ale wiedziała, że wyciągnie to z Zayna. 

    Równo o godzinie dwudziestej drzwi od mieszkania Malików się otworzyły. Do mieszkania wszedł Zayn wraz ze swoją mamą. Automatycznie, rozmawiające w kuchni dziewczyny ucichły. Leen nasłuchiwała kroków i modliła się, aby zaraz w progu kuchni pojawił się Zayn. Miała już dość życia w tej niepewności i każda kolejna minuta sprawiała jej niemal fizyczny ból. 

    Ucieszyła się, widząc Zayna. Chłopak niósł siatkę z zakupami. Miał na sobie ubrudzone spodnie moro i równie brudną, szarą bluzę z kapturem. Zauważył Kathleen i o mało nie upuścił zakupów. Leen posłała mu nieśmiały uśmiech. Malik odłożył zakupy na blat, a następnie spojrzał na Kathleen nieśmiało. Wiedział, że znowu zawalił i czuł się z tym bardzo źle.
    Kath usiadła na podłodze obok łóżka Zayna, zawsze będąc w jego pokoju, tak robiła. Czarnowłosy usiadł obok niej. Nastała cisza. Kathleen próbowała zebrać się na odwagę, aby coś powiedzieć. Nie było to jednak takie łatwe, jak myślała, że będzie. Wyrzucenie z siebie emocji było dla niej wręcz niemożliwym. Kilka razy otwierała usta, ale za każdym razem ponownie je zamykała. Zacisnęła palce na swojej bluzie i zamknęła oczy. Kilka razy liczyła do dziesięciu, ale to jej nie pomagało.
    W pewnym momencie duża, męska dłoń znalazła się na jej mniejszej. Zayn splótł ich palce i patrzył na zdenerwowaną Kathleen. W jego oczach czaiła się niepewność i zdenerwowanie. Czuł, że ta rozmowa może skończyć się źle. 
    — Przepraszam powiedział w końcu, patrząc jej prosto w oczy. Kathleen poczuła, jak się powoli rozpływa, ale w pewnym momencie przypomniała sobie o swoim noworocznym postanowieniu. Odetchnęła głęboko i natarczywie zaczęła się w niego wpatrywać.
    — Zayn, ja chcę wiedzieć, co się z tobą dzieje. Najpierw bez powodu urywasz kontakt, potem znowu chcesz się spotkać, a następnie przez tydzień znowu mnie olewasz. Nie chcę takiej znajomości, Zayn. Chcę wiedzieć, na czym stoję i proszę, powiedz mi nie potrafiła przez cały czas patrzeć mu w oczy. W pewnej chwili zamknęła je, myśląc, że da jej to odwagi i siły, aby powiedzieć wszystko to, co chciała.
    — Leen... to nie jest takie proste, to wszystko... nie chcesz o tym słyszeć powiedział po chwili, a w niej zawrzało. Jednak jego oczy łagodziły jej gniew. Kathleen nie mogła na to nic poradzić. Były takie szczere i pełne skruchy, że najchętniej przeprosiłaby go za to, że w ogóle porusza ten temat. Ale nie mogła, nie chciała porzucać swoich postanowień.
    — Zayn, muszę wiedzieć, chcę wiedzieć jej stanowczy ton zdziwił ją samą. Przybliżyła się do niego, aż w końcu usiadła okrakiem na jego kolanach. Złapała jego twarz w dłonie i patrzyła w jego oczy. TO spojrzenie niebieskich oczu przeszywało duszę Zayna na wylot. Miał wrażenie, że Kathleen czyta z niego, jak z otwartej książki. Czuł zdenerwowanie, będąc tak blisko niej, bo tak bardzo chciał ją pocałować. 
    — Powiedz mi szepnęła. Czuł jej oddech na swoich ustach i naprawdę ciężko mu się było skoncentrować. Westchnął ciężko.
    — Rzuciłem szkołę, dzisiaj rano dzwoniła do mnie wychowawczyni i musiałem jej to powiedzieć, ponieważ uporczywie dzwoniła, martwiąc się moimi nieobecnościami. Zrobiłem to, ponieważ muszę pracować... Och, kocie. Moja rodzina tonie w długach. Mama straciła pracę, a ojciec jest cholernym alkoholikiem, który też nie pracuje. To ja utrzymuję rodzinę, Leen. Starałem się z całych sił pogodzić szkołę i pracę, ale się nie da. Potrzebujemy więcej pieniędzy, więcej moich starań. Od kilku dni pracuję na budowie, oczywiście na czarno. Tę robotę załatwił mi stary znajomy. Jest mi ciężko, ponieważ traktują mnie tam jak jakiegoś pachołka, ale nie narzekam. Mam w tam w miarę dobrą pensję, a niekiedy dorabiam na korepetycjach. Teraz udzielam ich rzadziej, bo moja wiedza topnieje. Nie pamiętam, kiedy się ostatnio czegokolwiek uczyłem, zapominam o pewnych wiadomościach, które kiedyś mógłbym bezbłędnie wyrecytować. To cała tajemnica, Kathleen. Przepraszam, że nic ci o tym nie mówiłem Leen patrzyła na niego uważnie. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że to nie całość tej historii. 
    — Nie mówisz mi wszystkiego szepnęła. Powiedz mi wszystko Zayn, nie miej przede mną tajemnic — zbliżyła się do niego jeszcze bardziej. Ich nosy stykały się, a usta były bardzo blisko siebie. Leen chciała znać całą prawdę, a przede wszystkim chciała pomóc Zaynowi w tej okropnej sytuacji. Chłopak nie chciał o tym mówić, ale nie potrafił jej okłamywać, kiedy tak na niego patrzyła. Nie był w stanie kłamać jej prosto w oczy.
    — Zaraz po tym, jak moja mama straciła pracę, twój ojciec zaproponował mi grubą kasę, abym tylko się od ciebie odczepił powiedział na jednym wydechu. Mówił szybko, ale Kathleen doskonale zrozumiała sens jego słów. Zrobiło jej się tak przykro. To dlatego rodzicie byli ostatnio dla niej tacy mili. Tysiące myśli przepływały jej przez głowę, naprawdę nie potrafiła się uspokoić. Własny ojciec tak bardzo jej nienawidzi, że próbuje za wszelką cenę ułożyć jej życie po swojemu. W jej oczach zebrały się łzy, których nie potrafiła powstrzymać. Zayn szybko przyciągnął ją do uścisku. Trwali tak kilka minut. Kathleen w ramionach czarnowłosego czuła się cudownie. 
    — Spokojnie, kochanie. Będzie dobrze, moja mama ma kilka rozmów kwalifikacyjnych w tym tygodniu, a ja próbuję namówić tatę na zmianę życia. Teraz już wiesz, że musisz postawić się rodzicom. I przepraszam, że nie mogę cię finansowo wesprzeć w tej sytuacji, gdybyś chciała się przeprowadzić. Ale pamiętaj, że zawsze masz moje wsparcie mówił, tuląc ją. Kathleen odsunęła się tak, że mogła spojrzeć w oczy Zayna. Chłopak trzymał ręce na jej talii. Jej oczy przyciągały go niczym magnes, a usta wydawały się czymś, przed czym nie można się było oprzeć. I się nie oparł. Przyciągnął blondynkę do pocałunku, kładąc swoje dłonie na jej policzkach. Ona też nie protestowała, szybko rzuciła się w miłosny rytm pocałunków i bardziej niż chętnie je odwzajemniała. Wtedy czuła, że wszystko jest na swoim miejscu, a wszystkie problemy w końcu znajdą rozwiązanie. Pomyślała, że z Zaynem przy boku mogłaby przenieść góry, o ile co jakiś czas skradłby jej pocałunek.

~*~
 Liceum to nie żarty ;x

Witam kochani! Jak wam się podobał rozdział? Mam wrażenie, że jest was coraz mniej i nie dziwię się, ze względu na częstotliwość rozdziałów. Hej, ale się staram! Myślę, że warto trochę poczekać na trochę lepszy rozdział, niż dawać wam gnioty do czytania.
I muszę przyznać, że szczególnie końcówka mi się podoba!

A waszym zdaniem? :)

5 komentarzy:

  1. Popieram! Też sądze, że czekanie na taki cudowny rozdział sie opłaca :D Uwielbiam <33333 <333 Ogólnie wszystko pięknie, ładnie.. ale ta końcówka :o Wow! Mega wspaniała :D Ten pocałunek :3 I ta szczera rozmowa :3 Coś genialnego :D Jestem ciekawa jak to sie wszystko potoczy dalej ;) Czekam z niecierpliwością na next'a <3333 <333333 Buziaczki i dużo weny kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętaj, ja ZAWSZE będe twoim wiernym czytelnikiem ;p I szczerze - jeśli mam czekać 2 dni na słaby rozdział niż 2 tygodnie na świetny rozdział, to zdecydowanie wybrałbym drugą opcję ;)
    Co do rozdziału: WRESZCIE!!! Pocałowali sie ! Jaram się ;3 Fajnie, że Leen dowiedziała się prawdy. Oby teraz wszystko im poszło, jak z płatka ;p
    Pozdro i czekam na następny, świetny rozdział. I pamiętaj - prawdziwy artysta gra nawet, dla jednego najwierniejszego fana... Ty masz ich trochę więcej niż jednego - ale masz dla kogo tu pisać, dla swoich najwierniejszych czytelników! Najważniejsze jest też, by się nie załamywać(chociaż szkoła strasznie daje popalić);3
    Adrian ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słodka końcówka! Warto było dłużej poczekać na taki rozdział. Ciekawa jestem co Leen zrobi jak zobaczy się z rodzicami. W końcu wszystko wyszło na jaw. Pozdrawiam i weny życzę .

    OdpowiedzUsuń
  4. Super piszesz. Masz talent, a ja czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze! To bardzo motywuje i szczególnie kocham czytelników, którzy wyrażają swoja opinię na temat mojej pracy :)