29 gru 2015

Rozdział XVI

    Kathleen wysiadła z czarnej taksówki, ówcześnie dziękując kierowcy i płacąc mu pieniądze. Zamknęła za sobą drzwi i odetchnęła głęboko. Pojazd już odjechał, a dziewczyna przypatrywała się okolicy. Na ulicy świeciły wysokie lampy, które sprawiały, że nie było tak ponuro. Dziewczyna skierowała się w stronę dużej bramy. Po wpisaniu specjalnego kodu żelazne wrota otworzyły się, a Leen mogła w spokoju wejść na posesję. Nie śpieszyła się, szła powoli po ścieżce z białej cegły, która prowadziła prosto do drzwi domu. Zaraz obok ścieżki wbudowane w ziemię były lampy, które delikatnie oświetlały okolice wejścia. 
    Leen weszła do domu, od razu zaczynając rozbierać się z ubrań wierzchnich, które odwiesiła na wieszak. Pokierowała się do kuchni, która połączona była z salonem. Widząc rodziców, siedzących na sofie, cicho zaśmiała się pod nosem. Dlaczego zawsze, jak wracam późno do domu, to oni siedzą w salonie? — pomyślała. Oczywiście rodzice od razu zauważyli jej powrót i wyłączyli telewizor.     Kathleen oparła się o szafki kuchenne, tak, aby móc patrzeć rodzicielom prosto w oczy. Na twarzy obojga widoczna była irytacja. Ale Leen wiedziała, że ma nad nimi przewagę, więc tylko się uśmiechała i czekała na pierwszy atak. Zaczynało ją śmieszyć to, jak często się z nimi kłóci. Nudził już ją ten schemat.
    — Dlaczego wróciłaś tak późno? — zapytała matka. Kathleen poczuła się jeszcze bardziej rozbawiona. 
Nadal się do tego nie przyzwyczaili? - zironizowała w myślach.
    — Wróciłam późno, ponieważ byłam u Zayna i mam do tego prawo - odpowiedziała spokojnie, siląc się na miły ton. Mimo złości, która w niej siedziała, chciała osiągnąć swój cel.
    — Mówiliśmy wielokrotnie, że nie chcemy, abyś się z nim widywała — spokojny głos ojca trochę ją zdziwił. Kathleen od razu pomyślała, że chyba nauczył się, że darcie mordy nie przynosi efektów. Leen uśmiechnęła się w kierunku ojca i założyła ręce na piersiach. Spojrzała na niego kpiąco.
    — A ja mówiłam, że będę się z nim spotykała. Zrozumcie, że nie zmienicie mojego zdania. Chcemy tego, oboje. Musicie pozwolić mi żyć, bo kiedy, jak nie teraz nauczę się, co to jest miłość? Ja i Zayn to coś poważniejszego i przestańcie w końcu nam to psuć. Nie uda wam się zepsuć naszej relacji — mówiła to z zamkniętymi oczami, zupełnie jakby bolały ją te słowa. Ale ona po prostu starała się otworzyć swoje serce, aby wszystko to, co na nim leżało, mogło wypłynąć w formie słów. I chyba jej się udało.
    Gregory i Charlotte spojrzeli na swoją osiemnastoletnią córką z zaskoczeniem. Szczególnie kobieta zauważyła, jak bardzo słowa, które wypłynęły z jej ust są prawdziwe. Mama Leen spodziewała się raczej krzyku i kłótni, a tu dostała spokojną, rozsądną wypowiedź, której ciężko było zaprzeczyć. 
    — Chociaż spróbowalibyście go polubić. Nic złego wam nie zrobił. Jest dobrym człowiekiem, bratem, synem, uczniem. Miał najlepsze stopnie i frekwencję. Dlaczego tak go nie lubicie? Przez złe doświadczenia? — Leen poczuła, jak łzy powoli spływają jej po policzkach, już nie potrafiła być spokojna. Opanowanie szybko z niej wyparowało, a jego miejsce zastąpił żal i smutek. — Nawet go nie znacie, nie wiecie, jakim jest wartościowym człowiekiem! Nie przekonało was to, że nie wziął od was tej cholernej kasy? Albo jesteście ślepi, albo głupi. Naprawdę nie rozumiem dlaczego... 
    — Kathleen, dość! — Gregory Needle uciszył swoją córkę. Popatrzył na nią, a potem na swoją żonę i przetarł twarz dłońmi. — Dobrze, w takim razie zaproś go na niedzielny obiad do nas. Będzie miał jedyną i ostatnią szansę, aby się zaprezentować. Musisz nas zrozumieć Kathleen, to ciężkie tak z dnia na dzień zmienić całe swoje nastawienie do ciebie. I tak nie widzisz, jak bardzo złagodnieliśmy w ciągu tych miesięcy? Nie obiecuję, że go polubię. — Kathleen patrzyła na niego i nie mogła uwierzyć. Naprawdę się zmienił, patrząc na to, jaki był jeszcze jakiś czas temu, a jaki jest teraz. Leen uśmiechnęła się szeroko i podbiegła do rodziców. Przytuliła ich do siebie szybko, a następnie szybko pobiegła po schodach do swojego pokoju. Szczęście było w każdej komórce jej ciała, a świadomość o tym, że dano im szansę, napierała ją dumą i nadzieją.

   Była środa, więc Kathleen, jak w każdy roboczy dzień była w szkole. Przyjechała tradycyjnie ze swoim ojcem, który był naprawdę nieswój. Dziewczyna podejrzewała, że to wszystko przez tę kolację, która miała się odbyć już w tę niedzielę. Miała nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze, a ona i Zayn będą mogli być w końcu legalnie razem.
    Stała właśnie przy swojej szafce, odgarniając niesforne, blond włosy. Poprawiła delikatnie swój miętowy sweterek, który ładnie komponował się z granatowymi rurkami, które miała na nogach. Zamknęła szafkę i zrobiła krok, a wtedy na kogoś wpadała. Szybko przeprosiła  tę osobę i chciała sobie pójść, ale ten człowiek delikatnie szturchnął ją w policzek. Leen uniosła oczy ku górze i zobaczyła piękny uśmiech Zayna Malika. Natychmiastowo wtuliła się w niego, uśmiechając się promiennie. Nie widzieli się dwa dni, ale wymieniali między sobą esemesy. Zayn objął ją swoimi ramionami, kątem oka, zauważając wzrok większości uczniów właśnie na nich. Ale olał to i delikatnie odsunął od siebie Kathleen, tak, aby móc zaraz przycisnąć swoje usta do jej ust. Dziewczyna była zaskoczona, ale szybko ocknęła się i odwzajemniła pocałunek. Po chwili odsunęli się od siebie, patrząc sobie prosto w oczy. Piękne uśmiechy spoczywały na ich ustach. Leen jeszcze raz cmoknęła bruneta w usta, a potem odsunęła się delikatnie od niego.
    — Co ty tutaj robisz? — zapytała, patrząc na niego uważnie. Próbowała być poważna, ale naprawdę nie potrafiła. Uśmiech sam jej się pchał na usta. Spojrzał na nią z czułością, a następnie przybliżył się do niej i dotknął swoją dłonią jej dłoni. Kathleen splotła ich palce, nadal uważnie na niego patrząc.
    — Moja mama dzwoniła do dyrektora, rada pedagogiczna podjęła decyzję, że mogę wrócić, ale muszę nadrobię w ciągu miesiąca wszystkie zaległości — uśmiechnął się promiennie, a Leen znowu przyciągnęła do uścisku.
    — To fantastyczna wiadomość, Zayn! Musisz się wziąć do roboty, bo niedługo masz egzaminy — upomniała go, ale od razu zrobiło jej się głupio. Przecież ma tyle na głowie — pomyślała od razu i skarciła się w myślach. Posłała mu delikatny uśmiech, który odwzajemnił.
    — Mam dla ciebie dobrą wiadomość, Kotku, ale to po lekcjach. Pójdziemy do mnie? — zaśmiała się uroczo, kiedy jeszcze bardziej się do niej zbliżył i zaczął obcałowywać jej policzek. Kathleen zachichotała cicho i przytaknęła głową. Zaczynało się układać.

 Zayn i Kathleen właśnie wysiedli z autobusu, który przywiózł ich na przystanek, znajdujący się niedaleko bloku Malika. Chłopak od razu złapał Leen za rękę. Szli po schodach, ciągle śmiejąc się i przekomarzając.
    — Zayn! Strasznie się wleczesz! — mówiła dziewczyna, będąc o kilka schodków dalej niż brunet. Chłopak tylko posłał jej zawadiacki uśmiech.
    — Och, kotku. Ja po prostu obczajam czyjeś śliczne tyły — puścił jej oczko, a ona zapiszczała oburzona. Chłopak szybko pokonał dzielącą ich odległość, dochodząc do udającej obrażoną, blondynki. Kathleen naprawdę próbowała, jak najlepiej odegrać rolę oburzonej i obrażonej kobiety, ale nie potrafiła się na niego gniewać. Tym bardziej że nie miała o co.
    — Ciekawe na czyje tyły — prychnęła, starając się nie patrzeć w jego oczy, bo wiedziała, że wybuchnęłaby śmiechem. Zayn przytulił ją do siebie, a ręce położył na jej biodrach. Uśmiech nie schodził mu z twarzy, kiedy miał ją przy sobie.
    — Och, kotku. No pewnie, że na moje tyły — zaśmiał się delikatnie, patrząc na jej zdezorientowaną minę. — No wiesz, Leen. Ten piękny tyłek jest mój — pocałował ją w nos i delikatnie przejechał swoją ręką po jej pupie. Kathleen zarumieniła się, ale nie zepchnęła malikowej dłoni. Po krótkiej chwili brunet skończył obmacywanie i powtórnie złapał blondynkę za rękę, podążając do swojego mieszkania.
    Siedzieli, jak zwykle, na podłodze w pokoju Zayna. Grali razem w monopoly i śmiali się z siebie. Kathleen przegrywała i była tym faktem trochę oburzona. Rzuciła kostką i naszła swoim pionkiem na wykupione pole Zayna.
    — Kocie, znowu płacisz mi 300$! — zaśmiał się brunet, patrząc, jak blondynka fuka pod nosem. Uważał, że to urocze, jak bardzo nie lubi przegrywać. Przyciągnął ją do siebie, rozwalając przy tym planszę i wszystkie pionki, które były na niej. Przytulił mocno do siebie i pocałował w czoło. Kathleen oparła się swobodnie o tors chłopaka, będąc już trochę mniej zirytowaną tą głupią grą. Chłopak odgarnął jej blond włosy, które trochę naelektryzowały się z powodu jego szarego swetra. Pogładził je tak, aby były znowu lśniące i gładkie. Leen oparła policzek na klatce piersiowej Zayna i popatrzyła mu w oczy. Były duże i brązowe, a otaczała je cała masa długich, czarnych rzęs, których Leen szczerze mu zazdrościła. Chłopak posłał jej szeroki uśmiech i przeniósł jej ciało na swoje kolana. Kathleen pocałowała go w policzek.
    — Podobno miałeś dla mnie jakąś dobrą wiadomość — powiedziała, łapiąc jego twarz w dłonie. Zayn puścił jej oczko.
    — Tak. Moja mama dostała pracę jako księgowa w jednej z londyńskich podstawówek — powiedział, a Kathleen stała się jeszcze bardziej szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa. Chciała, aby wszystko w życiu Zayna się ułożyło. Leen pocałowała swojego mężczyznę w nos, a potem w policzek. Po kilku takich unikach od jego ust w końcu Zayn przejął inicjatywę. Przesunął Kathleen tak, że siedziała teraz na nim okrakiem i od razu pocałował. Blondynka ledwo zdążyła złapać trochę powietrza. Swoje dłonie wplotła w jego ciemne włosy. Natomiast ręce Zayna powędrowały na jej talię, którą zaczął trochę ściskać. W pewnym momencie jego ręce powędrowały na tyłek dziewczyny, a ta podniosła się ze względu na szaleńcze tempo ich pocałunków. Ich języki splotły się w namiętnym tańcu, a ręce chłopaka badały nieznany jeszcze sobie teren i ściskały go delikatnie. Kto wie, coby się stało, gdyby nie wesołe szczekanie Szczeniaka, które nagle rozległo się po pokoju. Piesek przybiegł, wziął kawałek swetra Zayna w zęby i pociągnął w swoją stronę. Para niestety musiała się od siebie odsunąć. Ręce Zayna powróciły na talię dziewczyny. Kathleen posłała mu szeroki uśmiech, a potem zeszła z jego kolan, na rzecz pobawienia się z pieskiem.
    — No nie, znowu przegrałem z tym wrednym psiakiem — narzekał Malik, patrząc jak Leen przeciąga się ze Szczeniakiem szarpakiem. — Co on ma takiego w sobie, czego ja nie mam? — zapytał. Leen udawała, że myśl przez chwilę, a następnie odpowiedziała:
    — No wiesz, ty nie masz ogona — zaśmiała się, patrząc mu prosto w oczy. Zayn posłał jej figlarny uśmiech, a następnie zbliżył się do jej ucha.
    — Kocie, mam coś dużo lepszego niż ogon. I znajduje się to dokładnie po drugiej stronie — powiedział szeptem, a Leen czuła, jak oblewa się rumieńcem. Chłopak zaśmiał się cicho, widząc jej minę i pocałował ją w policzek.

~*~

Witajcie kochani! 
W dzisiejszym rozdziale trochę słodzenia, ale chyba Wam to nie przeszkadza, prawda?
W kolejnym rozdziale kolacja! ;>

4 komentarze:

  1. Nah nie przeszkadza, a nawet bardzo cieszy :D Bosz jak słodko :3 Kocham ich <33333 <333 Kocham to opowidanie <3333 <333333 I uwielbiam ciebie :* Trzymam kciuki, że ta kolacja sie uda i chociaż troche polubią Zayn'a i że w końcu zacznie sie im układać jak w tym rozdziale ;) Czekam z niecierpliwością na next'a! Życze dużo weny kochana i śle buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału! Ciekawe czy jej rodzice w końcu się do niego przekonają. Pozdrawiam gorąco i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże ale ten rozdział jest super w ogóle ty jesteś super. Pisz dalej kocham to opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze! To bardzo motywuje i szczególnie kocham czytelników, którzy wyrażają swoja opinię na temat mojej pracy :)