16 mar 2016

Rozdział XVIII

    Kathleen siedziała na swoim łóżku i wymieniała esemesy z Zaynem. Od kilku dni się nie widzieli, ponieważ chłopak nadrabiał zaległy materiał w szkole i uczył się do egzaminów. Trochę jej to przeszkadzało, ale wiedziała, że dla jego dobra musi wytrzymać. Sama ostatnio siedziała więcej przy książkach, chcąc udowodnić rodzicom, że mimo jej kontaktu z Zaynem, dobrze się będzie uczyła. 
    Szeroki uśmiech pojawił się na jej ustach, kiedy otrzymała następnego esemesa.

Od: Zayn :*
Spotkamy się jutro? ;)

Serce zabiło jej szybciej na tę propozycję. Pokiwała ochoczo głową, ale dopiero po jakichś dwóch sekundach zorientowała się, że on nie mógł tego zobaczyć. Poczuła się głupio i szybko odpisała na esemesa.

Do: Zayn :*
Czy Pan proponuje mi randkę, Panie Malik? ^^ 

Uwielbiała się z nim droczyć, odkryła w sobie, że naprawdę lubi mu trochę podokuczać. Sam Zayn uważał, że to bardzo słodkie i Kathleen zachowuje się, jak wredny mały potworek. Jego potworek. 

Od: Zayn :*
Czuj się zaproszona, skarbie. O 17 bądź gotowa ;)

Szczęśliwa Kathleen zapiszczała. Była to dość dziwna reakcja, ale dla dziewczyny była to wielka nowość. Poczuła, że przysłowiowe motyle fruwają po w jej brzuchu. Wielka euforia wypełniała ją po brzegi, ale po chwili zrzedła jej mina. W końcu zdała sobie sprawę, że przecież nie ma się w co ubrać.

***

    Godziny mijały w zastraszającym tempie, a spotkanie było coraz bliżej. Leen bardzo się denerwowała. Nie była pewna w co się ubrać, nie była pewna, czy dobrze wygląda, nie była pewna, czy wszystko pójdzie w porządku, nie była pewna, gdzie Zayn ją zabiera. Jednak była pewna jednego: każda chwila z czarnowłosym, nie ważne gdzie, będzie wyjątkowa. 
    Nerwowo przeczesywała swoje blond włosy. Co chwilę poprawiała bordową koszulę i czarne spodnie rurki i mimo że wszystko wyglądało świetnie, to i tak się denerwowała. Teraz minuty strasznie jej się dłużyły przez, co nie potrafiła usiedzieć już w jednym miejscu. Wiedziała, że za kilka minut ponownie zobaczy Zayna, którego długi czas nie widziała. Zdążyła się juz przyzwyczaić, że chłopak jest jej.
    Była sobota, godzina siedemnasta, kiedy do drzwi domu Kathleen zadzwonił dzwonek. Dziewczyna szybko zeszła na dół, aby otworzyć drzwi. Jednak uprzedził ją jej ojciec, który właśnie witał się z Zaynem uściskiem dłoni. Leen uśmiechnęła się na ten widok. Jej ojciec pozwalał jej wyjść z chłopakiem po godzinie siedemnastej, mimo że wcale mu się to nie podobało. Leen poczuła, że wszystko w jej życiu powoli zaczyna się układać. Zupełnie jakby układanka nabierała sensu, zaczynała tworzyć całość, po złączeniu kilku puzzli.
    Kiedy podeszła bliżej, to dopiero wtedy ją zobaczyli. Zayn uśmiechnął się szeroko i wyciągnął rękę w jej stronę. Od razu ją ujęła, a chłopak przyciągnął ją bliżej i ,pod bacznym wzrokiem ojca Kathleen, pocałował ją w policzek. Leen zaśmiała się cicho. Przytuliła się do niego mocno, a on objął ją ramionami. Kathleen odwróciła się, aby sprawdzić, czy ojciec nadal ich obserwuje, ale okazało się, że sobie poszedł. Dlatego Leen szybko przywarła ustami do Zayna, który ochoczo oddał się tej pieszczocie. Całowali się z utęsknieniem, Malik bardzo szybko przejął kontrolę nad pocałunkiem. Chcieli przekazać sobie wszystkie uczucia, które w nich siedziały. Widać było tęsknotę, a w końcu nie widzieli się tylko jakiś czas. W końcu odsunęli się od siebie z uśmiechami na ustach i błyszczącymi oczami.
    —Chodźmy powiedział Zayn i posłał Kathleen piękny uśmiech. Leen pocałowała go w policzek i ubrała się. Założyła na siebie swój beżowy płaszcz, czapkę i szalik oraz buty. Chłopak złapał ją za rękę, kiedy skończyła się ubierać. Właśnie tak wyszli z domu Kathleen. Uśmiechnięci, szczęśliwi, zakochani.

    Bardzo przyjemnie spędzali czas. Najpierw pojechali do centrum autobusem, w którym śmiali się do rozpuku ze swoich historii z dzieciństwa. Co prawda, Zayn miał więcej do opowiadania, bo Kathleen nie była szalonym dzieciakiem, ale zawsze przyjemnie było powspominać odległe czasy. 
    Po wyjściu z autobusu Zayn pociągnął Kathleen w stronę krytego lodowiska. Dziewczynie zabłyszczały oczy, nigdy nie jeździła na łyżwach, chociaż bardzo tego chciała. Po tym, jak chłopak zapłacił za bilety, udali się do wielkiej hali, gdzie znajdowało się lodowisko. Mieli już swoje łyżwy w rękach, tylko czekali na swoją kolej. Nie czekali bardzo długo, bo po piętnastu minutach już stawiali swoje pierwsze kroki na lodzie. Zayn nie był mistrzem łyżwiarstwa, czasami się lekko zachwiał, o mało nie upadł, ale radził sobie całkiem nieźle w porównaniu do Kathleen, której nogi się trzęsły jak galareta. Malik próbował ją nauczyć, ale szczerze mówiąc słabo mu to wychodziło. Kathleen widocznie nie miała talentu do łyżew. Za każdym razem, kiedy upadała, Zayn się z niej śmiał, ale pomagał jej wstać. Leen była tak bardzo zdeterminowana, aby nauczyć się jeździć, że ze wszystkich sił próbowała utrzymać równowagę na lodzie. Zaczęło jej wychodzić. Uśmiech pojawił się na jej twarzy, kiedy powoli, zaczęła sunąć po tafli lodu. Zayn podjechał kilka metrów dalej, wystawiając szeroko ręce do uścisku. Leen musiała tylko pokonać te kilkaset centymetrów, aby znaleźć się w jego ramionach. Udało jej się. Skupiona sunęła powoli po tafli, aż w końcu trafiła w ramiona Zayna, który mocno ją przytulił, a następnie pocałował.
    Roześmiani oddali łyżwy do wypożyczalni i wyszli z obiektu. Kathleen dawno się tak świetnie nie bawiła, i chociaż czuła, że ma nieźle poobijany tyłek, to uważała, że było warto. Tym bardziej, że naprawdę miło spędziła czas w towarzystwie Zayna, który zarażał swoją pozytywną energią. Czarnowłosy ponownie pociągnął ją w stronę przystanku autobusowego, skąd dojechali na ulicę, na której mieszkał Zayn. Weszli po schodach bloku, aż w końcu znaleźli się na odpowiednim piętrze. Chłopak otworzył jej drzwi i przepuścił ją przed sobą. Od razu usłyszeli wesoły bieg Szczeniaka, który po chwili pojawił się przy nich, witając ich. Leen pogłaskała pieska, który nadstawiał swój łepek, jak kot. 
    W kuchni spotkali mamę Zayna, która pichciła coś z wielkim zaangażowaniem. Leen uśmiechnęła się na ten widok. 
    —  Już jesteśmy powiedział Zayn, który w ten sposób wystraszył kobietę, która nawet nie zauważyła ich obecności. Trisha położyła dłoń na swoim sercu.
    — Boże, Zayn, nie strasz mnie tak skarciła syna, patrząc na niego. Po chwili jej wzrok padł na mnie. Na jej twarzy pojawił się uśmiech.     — Witaj, kochanie. Dobrze cię widzieć     — Trisha posłała Leen serdeczny uśmiech, a następnie wróciła do gotowania.
    — Mamooo, kiedy kolacja? zamarudził Zayn, jak małe dziecko. Kathleen uważała, że było to bardzo urocze. Mama zgromiła go wzrokiem za jego dziecinne zachowanie, a Leen cicho się zaśmiała. 
    —  Za pięć minut. Proszę, nakryj do stołu, Zayn, a ty kochanie usiądź. Kathleen obserwowała, jak Zayn manewruje z talerzami po małej kuchni. Był to dość śmieszny widok, żałowała tylko, że nie może mu pomóc, ale wiedziała, że nie pomieściliby się na tej małej przestrzeni. Po chwili kolacja była gotowa, a stół zastawiony. Kathleen zauważyła, że Zayn ciągle patrzył na zegarek. Nie wiedziała tylko, o co mogło mu chodzić. Postanowiła na razie nie pytać.
    Niewielki prostokątny stół stał przy ścianie w małej kuchni. Zabierał trochę miejsca, ale pomieszczenie nie było zagracone. Kathleen siedziała obok Zayna, a naprzeciwko ich swoje miejsce miały Trisha i Allia. Leen szybko zauważyła piąte nakrycie. Bardzo szybko połączyła fakty. Pomyślała, że pewnie tata Zayna miał być na kolacji, a nie zjawił się do tamtej pory i dlatego Zayn był taki zdenerwowany.
     
    Po skończonej kolacji i sprzątnięciu ze stołu Zayn wraz z Kathleen udali się do skromnego salonu, gdzie chcieli obejrzeć jakiś film. Usiedli na wygodnej kanapie, która stała pod ścianą. Leen na początku nie wiedziała, co ze sobą zrobić, ale po chwili Zayn przyciągnął ją do siebie i przytulił. Od razu poczuła się dużo pewniej w jego ramionach. Położyła mu głowę na torsie. W salonie rozbrzmiał dźwięk wiadomości przychodzącej do Zayna. Chłopak nie krępował się i wyciągnął telefon, na którym migał znak wiadomości. Leen zobaczyła kątem oka, że Zayn pisze z jakąś dziewczyną. Od razu się spięła.
  —  Z kim tak piszesz? 
 ***
Beznadzieja. PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM.
Liceum zabija.

4 komentarze:

  1. Wcale nie jest beznadziejny! Czytałam go z uśmiechem na twarzy. Naprawdę podoba mi się ich relacja i to jak ją opisałaś. To takie urocze ;*
    Zakończenie mnie zaciekawiło, bo teraz nie wiem co z tego wyniknie i nie rozumiem, jak mogłaś przerwać w takim momencie! Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział ;)
    Życzę ci duuuuużo weny ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem coś o tym, że zabija :') rozdział świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wcale nie beznadzieja, nawet tak nie pisz :P Rozdział cudoooo.. mega genialny, wręcz wspaniały :3 Uwielbaim <33333 <333 Ciekawe z kim tak pisze Zayn :P Czekam z niecierpliwością na next'a jak zawsze :* Kocham <3333 <333333

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na ciąg dalszy
    P.s. opowiadanie super!
    Nikaa

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze! To bardzo motywuje i szczególnie kocham czytelników, którzy wyrażają swoja opinię na temat mojej pracy :)